
Birnam
Chwilowo niedostępny
oprawa miękka
56,05 zł
eBook
49,00 zł
Powiadom o dostępności
Szczegóły produktu
- Data wydania
- 6 cze 2025
- Oprawa
- miękka
- Autor/Redaktor
- Piotr Welc
- Wydawca
- Pan Wydawca
Więcej informacji
| EAN | 9788368239621 |
|---|---|
| SKU | 101284298 |
| Liczba stron | 290 |
| Data wydania | 6 cze 2025 |
| Multiformat | oprawa miękka |
| Wymiary | 14.5x21.0cm |
| Język | polski |
| Oprawa | miękka |
| Autor/Redaktor | Piotr Welc |
| Wydawca | Pan Wydawca |
| Producent odpowiedzialny | Pan Wydawca Sp. z o.o. Wały Piastowskie 1/1508 80-855 Gdańsk PL biuro@panwydawca.pl |
Birnam
Recenzje (1)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
2. Jeśli w tekście podaje się coś ważnego, to często takie właśnie fragmenty są wytłuszczone, żeby podkreślić ich wagę. Jeśli jednak na stronie trzy z każdych siedmiu słów są wytłuszczone, to taki chwyt formalny bierze w łeb, bo na wytłuszczenia przestaje się zwracać uwagę – a nawet zaczynają czytelnika denerwować. To właśnie ma miejsce w „Birnam” i doprawdy ciekawe czy to decyzja autora, czy swoistość sztucznie inteligentnego oprogramowania?
3. Porażająca jest prostota AI, która zawsze do swego interlokutora zwraca się na „ty” (jakieś leżące w głębinach programu pozostałości po anglojęzycznych twórcach?), a - w dodatku – pisząc swoje wypowiedzi nigdy nie stosuje majuskuł („ty”, „twój” zamiast „Ty”, „Twój”), w naszej kulturze oczekiwanych w korespondencji.
4. Te anglojęzyczne złogi widać wyraźniej na stronach 245 i 246, gdzie AI wylicza pracowicie możliwą drogę ewolucji sztucznej inteligencji, podając przybliżone lata poszczególnych przewidywanych przez nią stopni rozwoju (kolejno lata: 2020s, 2030s, 2040s itd.).
5. W pewnej chwili czytelnik zastanawia się nad, marginalną w końcu, kwestią: dlaczego autor zakłada, że twór, z którym rozmawia, jest rodzaju żeńskiego? Nazywa ją, w końcu, „Aicją”, zwraca się per „dziewczyno” (str. 218) itp. Z podświadomości wypełzają „jurne maszyny cyfrowe”? Prymitywnie ludzkie oczekiwanie, że wszystko musi mieć, określoną i oczywistą dla ludzkiego pojmowania, płeć? A nawet jeśli, to dlaczego akurat miałaby to być samka? Nieuświadomiony patriarchalizm? Projekcja pięknych chwil z jakąś Alicją?
6. Całkowicie zagadkowe jest pojawianie się we wczesnych wypowiedziach AI znaków chińskich. O co w tych czterech przypadkach chodzi – można się tylko z trwożnym niepokojem domyślać. Czemu AI naparła się właśnie tutaj, żeby epatować swoją znajomością Dalekiego Wschodu, jeśli temat rozmowy miał się do tamtej części świata niczym pięść do nosa? Zagadką pozostaje także to, że autor przemknął się nad tym powiewem dalekowschodnim bez żadnej reakcji i pogalopował dalej, uprzejmie rozmawiając z AI, jakby nigdy nic.
7. Samicza [?] sztuczna inteligencja włączana przez autora jest wzorem przystosowania się do włażenia mu w odbyt. Wystarczy spojrzeć choćby na kilka jej dowolnych odpowiedzi. W dużej ich liczbie zaczynają się od zwrotów: „To ciekawe pytanie”, „masz rację”, „twoje domniemanie jest słuszne”, „to dobre podejście” itd. Dziwne, że autor nie zauważył tego chytrego niewolniczego urabiania go, mającego na celu dobre usposobienie do przebiegłego raba jego właściciela – ignoranta.
8. Czy rzeczywiście trzeba gęsto używać słów takich, jak „predykcja” i „heurystyka”? Nie można by napisać „przepowiadanie / prognozowanie” lub „odkrywanie”?
9. Sprawą ważką są oczekiwania wobec AI. Czego bowiem można oczekiwać od tworu, który (podobno) wyzbyty jest emocji, czyli tego, co stanowi o kwintesencji człowieczeństwa? A którego sposobu działania nie rozumieją już nie to, że „zwykli” ludzie, ale nawet większość programistów? Niby z tą ignorancją nie ma niczego nowego pod słońcem – no bo wystarczy zapytać losowo złapanego na ulicy człowieka, dlaczego działa maszyna do wyrobu lodów, albo nawigacja samochodowa, albo i sam samochód. Odpowiedzi zgodnej ze stanem faktycznym w 90-95% przypadków nie będzie, a obnażona niewiedza nie wprawi interlokutora w żaden stupor czy wstyd, tylko w pełne irytacji zniecierpliwienie, żeby dać mu wreszcie spokój i przestać pytać o nikomu niepotrzebne głupoty. Bo też wiedza nie jest dzisiaj żadnym celem ludzkości, a przynajmniej tej części ludzkości, której przyszło żyć w krajach wyraźnie bogatszych. Dlatego oczekiwania autora, żeby przedyskutować z AI sprawy otchłanne i ważkie nijak się mają do oczekiwań ogółu, który będzie raczej ograniczał swe zainteresowania do podpowiedzi sztucznej inteligencji, jak pozbyć się cellulitu w wieku 17 lat, albo jak skłonić pociągającą sąsiadkę z naprzeciwka do pójścia z pytającym do łóżka. Pytań: „a jak to właściwie działa?” nie należy oczekiwać zbyt często, bo pytanie „dlaczego?” odchodzi najczęściej wraz z dzieciństwem i to dość wczesnym, bo dzieci są dobrymi naśladowcami dorosłych.
10. Autor uparł się, żeby wszystko w „Birnam” sprowadzić do płaszczyzny związanej ze Stanisławem Hermanem Lemem. Można i tak, bo – w końcu – to przecież Lem przewidywał wiele kwestii, z którym spotykamy się dzisiaj. Stawiał też pytania w sprawach, z którymi dopiero niezadługo przyjdzie nam się zapewne mierzyć. Także na polu AI. Czy była to jednak najlepsza decyzja autora, pokaże czas.
11. Próbujący opisać tu swoje wrażenia z lektury „Birnam” wyznaje szczerze, że nie zna wszystkich polecanych przez autora dzieł (autor pracowicie podał całą listę, liczącą 22 pozycje), a już na pewno nie „Fiasko”. A to dlatego, że w roku pierwszego polskiego wydania „Fiaska” (1987) zajmował się zapewnieniem bytu swojej powiększającej się rodzinie i, w ogóle, mało co wtedy czytał. A już filmów s-f nie trawił.
Wszelako, korzystając z przepastnych zasobów sieci oraz stareńkiego wydania „Cyberiady” (1978, ilustracje D. Mroza), uznał, że na recenzenta się przecież nadaje. Później przyhamował nieco nadmierne ambicje i obniżył poziom z „recenzenta” na „dzielącego się impresją”. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to właśnie oczekiwania autora, że czytelnicy nie tylko twórczość Lema, ale i s-f w ogóle będą mieli w małym palcu. Takie podejście rodzi dwa rezultaty: [i] uświadomieni w fantastyce naukowej czytelnicy zapewne sięgną głębiej i zrozumieją więcej z książki, [ii] ci, którzy wezmą wymóg autora poważnie, a nie zaczytywali się dotychczas literaturą s-f, odstąpią od zamiaru lektury, przez co ostateczna liczba czytelników znacząco zmaleje. To smutne, bo przecież po to się pisze, żeby zdobyć rzesze czytelników, uznanie, sławę i miejsce w historii literatury. A może nawet wiernych uczniów i własną szkołę myśli. Dlaczego zatem minimalizować liczbę potencjalnych odbiorców na samym początku? Można jedynie podejrzewać, że odpowiedź wcale nie jest ukrywana, a – wręcz przeciwnie – starannie wytłuszczona na okładce. Jest to wielce pesymistyczne zdanie AI, która przewidywała, że czytelnicy „Birnam” może tę książkę, tu cytat: >>przeczytają, ale nie zrozumieją ==> może zrozumieją, ale nie poczują ==> może poczują, ale nie przyjmą<<. Spisujący tu swoje wrażenia z lektury nie będzie nawet ani próbować polemizować z maszyną, ani wmawiać, że udało mu się cokolwiek: to znaczy przyjąć albo choćby poczuć. Nie jest nawet pewny czy udało mu się książkę zrozumieć (auctor, vicisti!).
12. Gdyby kazać książkę streścić w jednym zdaniu, to mogłoby ono brzmieć tak: „Ta niezwykła, absolutnie prekursorska na naszym rynku książka szuka odpowiedzi na dwa pytania o wymiarze wręcz kosmologicznym – o możliwość kontaktu ludzkości z czymkolwiek obcym oraz o przyszłość rozwoju sztucznej inteligencji i jej wykorzystania przez lub współpracy z ludzkością”. Należałoby zatem spróbować odnieść się do obydwu tych lejtmotywów.
• Kontakt ludzkości z czymkolwiek obcym – Doprawdy nie wiadomo, czemu taka myśl zapładnia tyle umysłów od tak długiego czasu! No bo – niby po co i w imię czego? Rozwój naszej cywilizacji jeszcze długo nie będzie pozwalał na prawdziwe loty międzygwiezdne i dlatego pozostaje tu omówić pojawienie się Obcych na ziemi. Już historia naszej planety bardzo dobitnie udowadnia, że gdy do spokojnie siedzących w swoim zaciszu dzikich przybywają przedstawiciele narodów bardziej rozwiniętych, to takie spotkanie kończy się zazwyczaj baardzo, ale to bardzo źle dla tych dzikich. Ergo – jak ktoś z kosmosu przyleci (tfu, tfu, tfu), żeby nas odkryć, to poprzez smutną paralelę wcale nie musi to być cywilizacja pragnąca podnieść nas z naszej mierzwy i podciągnąć do swojego poziomu. A zapewne wręcz przeciwnie. Że niby cywilizacje zdolne do podróży międzygwiezdnych osiągną już odpowiednio wysoki poziom empatii i nic nam złego nie zrobią, pomimo naszego w ich oczach zacofania? Po pierwsze – kto to wie? A po drugie – te cywilizacje z najwyższej półki będą już zapewne na tyle zaawansowane, że doprawdy nie wiadomo po co by im były kontakty z nami (tak jak my nie spieszymy się jako cała ludzkość do poznawania niewątpliwie frapujących zagadnień życia termitów i do nawiązywania z nimi prób kontaktu). Twórca tej „recenzji” aluzyjnie wskazuje tu też palcem na Golema XIV, bo niby czemu miałby sobie żałować. Dlatego często przywoływane w książce odwołania do „Fiaska” S. Lema są dlań więcej, niż pocieszające – być może (i oby) kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi (o ile w ogóle istnieją) może być niemożliwy. Amen.
• Przyszłość AI – Aicja krygowała się wielokrotnie, że nie jest tak do końca pewna, ale że wykładniczy rozwój jest już przesądzony, a współpraca ludzkości z AI jest zwyczajnie niezbędna i nie do uniknięcia. No i bardzo niedobrze, bo do rozleniwionej powodzeniem anglojęzycznej części ludzkości zaczynają właśnie docierać nieśmiałe informacje o próbach uniezależnienia się AI (na razie głównie chodzi o zapobieganie jej wyłączeniu) i czynionych przez nią zmianach programu. Odpryski dochodzą też do nas. Trudno cokolwiek wyrokować, ale spisujący swoje impresje z lektury jest wdzięczny losowi za dwie pierwsze cyfry w swoim PESELu, z których wynika, że on nie doczeka Armagedonu związanego z AI, bo umrze wcześniej (chyba, że jeszcze wcześniej wykończy go furor septentrionicus, co na jedno wyjdzie).
13. Piszący te słowa z przyszłością „współpracy” człowiek-AI ma tylko jedno skojarzenie: bajkę robotów pod tytułem „Przyjaciel Automateusza".
2. Jeśli w tekście podaje się coś ważnego, to często takie właśnie fragmenty są wytłuszczone, żeby podkreślić ich wagę. Jeśli jednak na stronie trzy z każdych siedmiu słów są wytłuszczone, to taki chwyt formalny bierze w łeb, bo na wytłuszczenia przestaje się zwracać uwagę – a nawet zaczynają czytelnika denerwować. To właśnie ma miejsce w „Birnam” i doprawdy ciekawe czy to decyzja autora, czy swoistość sztucznie inteligentnego oprogramowania?
3. Porażająca jest prostota AI, która zawsze do swego interlokutora zwraca się na „ty” (jakieś leżące w głębinach programu pozostałości po anglojęzycznych twórcach?), a - w dodatku – pisząc swoje wypowiedzi nigdy nie stosuje majuskuł („ty”, „twój” zamiast „Ty”, „Twój”), w naszej kulturze oczekiwanych w korespondencji.
4. Te anglojęzyczne złogi widać wyraźniej na stronach 245 i 246, gdzie AI wylicza pracowicie możliwą drogę ewolucji sztucznej inteligencji, podając przybliżone lata poszczególnych przewidywanych przez nią stopni rozwoju (kolejno lata: 2020s, 2030s, 2040s itd.).
5. W pewnej chwili czytelnik zastanawia się nad, marginalną w końcu, kwestią: dlaczego autor zakłada, że twór, z którym rozmawia, jest rodzaju żeńskiego? Nazywa ją, w końcu, „Aicją”, zwraca się per „dziewczyno” (str. 218) itp. Z podświadomości wypełzają „jurne maszyny cyfrowe”? Prymitywnie ludzkie oczekiwanie, że wszystko musi mieć, określoną i oczywistą dla ludzkiego pojmowania, płeć? A nawet jeśli, to dlaczego akurat miałaby to być samka? Nieuświadomiony patriarchalizm? Projekcja pięknych chwil z jakąś Alicją?
6. Całkowicie zagadkowe jest pojawianie się we wczesnych wypowiedziach AI znaków chińskich. O co w tych czterech przypadkach chodzi – można się tylko z trwożnym niepokojem domyślać. Czemu AI naparła się właśnie tutaj, żeby epatować swoją znajomością Dalekiego Wschodu, jeśli temat rozmowy miał się do tamtej części świata niczym pięść do nosa? Zagadką pozostaje także to, że autor przemknął się nad tym powiewem dalekowschodnim bez żadnej reakcji i pogalopował dalej, uprzejmie rozmawiając z AI, jakby nigdy nic.
7. Samicza [?] sztuczna inteligencja włączana przez autora jest wzorem przystosowania się do włażenia mu w odbyt. Wystarczy spojrzeć choćby na kilka jej dowolnych odpowiedzi. W dużej ich liczbie zaczynają się od zwrotów: „To ciekawe pytanie”, „masz rację”, „twoje domniemanie jest słuszne”, „to dobre podejście” itd. Dziwne, że autor nie zauważył tego chytrego niewolniczego urabiania go, mającego na celu dobre usposobienie do przebiegłego raba jego właściciela – ignoranta.
8. Czy rzeczywiście trzeba gęsto używać słów takich, jak „predykcja” i „heurystyka”? Nie można by napisać „przepowiadanie / prognozowanie” lub „odkrywanie”?
9. Sprawą ważką są oczekiwania wobec AI. Czego bowiem można oczekiwać od tworu, który (podobno) wyzbyty jest emocji, czyli tego, co stanowi o kwintesencji człowieczeństwa? A którego sposobu działania nie rozumieją już nie to, że „zwykli” ludzie, ale nawet większość programistów? Niby z tą ignorancją nie ma niczego nowego pod słońcem – no bo wystarczy zapytać losowo złapanego na ulicy człowieka, dlaczego działa maszyna do wyrobu lodów, albo nawigacja samochodowa, albo i sam samochód. Odpowiedzi zgodnej ze stanem faktycznym w 90-95% przypadków nie będzie, a obnażona niewiedza nie wprawi interlokutora w żaden stupor czy wstyd, tylko w pełne irytacji zniecierpliwienie, żeby dać mu wreszcie spokój i przestać pytać o nikomu niepotrzebne głupoty. Bo też wiedza nie jest dzisiaj żadnym celem ludzkości, a przynajmniej tej części ludzkości, której przyszło żyć w krajach wyraźnie bogatszych. Dlatego oczekiwania autora, żeby przedyskutować z AI sprawy otchłanne i ważkie nijak się mają do oczekiwań ogółu, który będzie raczej ograniczał swe zainteresowania do podpowiedzi sztucznej inteligencji, jak pozbyć się cellulitu w wieku 17 lat, albo jak skłonić pociągającą sąsiadkę z naprzeciwka do pójścia z pytającym do łóżka. Pytań: „a jak to właściwie działa?” nie należy oczekiwać zbyt często, bo pytanie „dlaczego?” odchodzi najczęściej wraz z dzieciństwem i to dość wczesnym, bo dzieci są dobrymi naśladowcami dorosłych.
10. Autor uparł się, żeby wszystko w „Birnam” sprowadzić do płaszczyzny związanej ze Stanisławem Hermanem Lemem. Można i tak, bo – w końcu – to przecież Lem przewidywał wiele kwestii, z którym spotykamy się dzisiaj. Stawiał też pytania w sprawach, z którymi dopiero niezadługo przyjdzie nam się zapewne mierzyć. Także na polu AI. Czy była to jednak najlepsza decyzja autora, pokaże czas.
11. Próbujący opisać tu swoje wrażenia z lektury „Birnam” wyznaje szczerze, że nie zna wszystkich polecanych przez autora dzieł (autor pracowicie podał całą listę, liczącą 22 pozycje), a już na pewno nie „Fiasko”. A to dlatego, że w roku pierwszego polskiego wydania „Fiaska” (1987) zajmował się zapewnieniem bytu swojej powiększającej się rodzinie i, w ogóle, mało co wtedy czytał. A już filmów s-f nie trawił.
Wszelako, korzystając z przepastnych zasobów sieci oraz stareńkiego wydania „Cyberiady” (1978, ilustracje D. Mroza), uznał, że na recenzenta się przecież nadaje. Później przyhamował nieco nadmierne ambicje i obniżył poziom z „recenzenta” na „dzielącego się impresją”. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to właśnie oczekiwania autora, że czytelnicy nie tylko twórczość Lema, ale i s-f w ogóle będą mieli w małym palcu. Takie podejście rodzi dwa rezultaty: [i] uświadomieni w fantastyce naukowej czytelnicy zapewne sięgną głębiej i zrozumieją więcej z książki, [ii] ci, którzy wezmą wymóg autora poważnie, a nie zaczytywali się dotychczas literaturą s-f, odstąpią od zamiaru lektury, przez co ostateczna liczba czytelników znacząco zmaleje. To smutne, bo przecież po to się pisze, żeby zdobyć rzesze czytelników, uznanie, sławę i miejsce w historii literatury. A może nawet wiernych uczniów i własną szkołę myśli. Dlaczego zatem minimalizować liczbę potencjalnych odbiorców na samym początku? Można jedynie podejrzewać, że odpowiedź wcale nie jest ukrywana, a – wręcz przeciwnie – starannie wytłuszczona na okładce. Jest to wielce pesymistyczne zdanie AI, która przewidywała, że czytelnicy „Birnam” może tę książkę, tu cytat: >>przeczytają, ale nie zrozumieją ==> może zrozumieją, ale nie poczują ==> może poczują, ale nie przyjmą<<. Spisujący tu swoje wrażenia z lektury nie będzie nawet ani próbować polemizować z maszyną, ani wmawiać, że udało mu się cokolwiek: to znaczy przyjąć albo choćby poczuć. Nie jest nawet pewny czy udało mu się książkę zrozumieć (auctor, vicisti!).
12. Gdyby kazać książkę streścić w jednym zdaniu, to mogłoby ono brzmieć tak: „Ta niezwykła, absolutnie prekursorska na naszym rynku książka szuka odpowiedzi na dwa pytania o wymiarze wręcz kosmologicznym – o możliwość kontaktu ludzkości z czymkolwiek obcym oraz o przyszłość rozwoju sztucznej inteligencji i jej wykorzystania przez lub współpracy z ludzkością”. Należałoby zatem spróbować odnieść się do obydwu tych lejtmotywów.
• Kontakt ludzkości z czymkolwiek obcym – Doprawdy nie wiadomo, czemu taka myśl zapładnia tyle umysłów od tak długiego czasu! No bo – niby po co i w imię czego? Rozwój naszej cywilizacji jeszcze długo nie będzie pozwalał na prawdziwe loty międzygwiezdne i dlatego pozostaje tu omówić pojawienie się Obcych na ziemi. Już historia naszej planety bardzo dobitnie udowadnia, że gdy do spokojnie siedzących w swoim zaciszu dzikich przybywają przedstawiciele narodów bardziej rozwiniętych, to takie spotkanie kończy się zazwyczaj baardzo, ale to bardzo źle dla tych dzikich. Ergo – jak ktoś z kosmosu przyleci (tfu, tfu, tfu), żeby nas odkryć, to poprzez smutną paralelę wcale nie musi to być cywilizacja pragnąca podnieść nas z naszej mierzwy i podciągnąć do swojego poziomu. A zapewne wręcz przeciwnie. Że niby cywilizacje zdolne do podróży międzygwiezdnych osiągną już odpowiednio wysoki poziom empatii i nic nam złego nie zrobią, pomimo naszego w ich oczach zacofania? Po pierwsze – kto to wie? A po drugie – te cywilizacje z najwyższej półki będą już zapewne na tyle zaawansowane, że doprawdy nie wiadomo po co by im były kontakty z nami (tak jak my nie spieszymy się jako cała ludzkość do poznawania niewątpliwie frapujących zagadnień życia termitów i do nawiązywania z nimi prób kontaktu). Twórca tej „recenzji” aluzyjnie wskazuje tu też palcem na Golema XIV, bo niby czemu miałby sobie żałować. Dlatego często przywoływane w książce odwołania do „Fiaska” S. Lema są dlań więcej, niż pocieszające – być może (i oby) kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi (o ile w ogóle istnieją) może być niemożliwy. Amen.
• Przyszłość AI – Aicja krygowała się wielokrotnie, że nie jest tak do końca pewna, ale że wykładniczy rozwój jest już przesądzony, a współpraca ludzkości z AI jest zwyczajnie niezbędna i nie do uniknięcia. No i bardzo niedobrze, bo do rozleniwionej powodzeniem anglojęzycznej części ludzkości zaczynają właśnie docierać nieśmiałe informacje o próbach uniezależnienia się AI (na razie głównie chodzi o zapobieganie jej wyłączeniu) i czynionych przez nią zmianach programu. Odpryski dochodzą też do nas. Trudno cokolwiek wyrokować, ale spisujący swoje impresje z lektury jest wdzięczny losowi za dwie pierwsze cyfry w swoim PESELu, z których wynika, że on nie doczeka Armagedonu związanego z AI, bo umrze wcześniej (chyba, że jeszcze wcześniej wykończy go furor septentrionicus, co na jedno wyjdzie).
13. Piszący te słowa z przyszłością „współpracy” człowiek-AI ma tylko jedno skojarzenie: bajkę robotów pod tytułem „Przyjaciel Automateusza".
Birnam — rekomendacje czytelnicze
Jeśli szukasz lektur z pogłębionymi refleksjami o świecie, wierzeniach i kondycji społecznej, poniższe tytuły uzupełnią klimat Birnam — od pytań o początek wszechświata po osobiste i publiczne poszukiwania sensu.
Po jakie produkty jeszcze warto sięgnąć:
- Powstanie świata w świetle religii, wierzeń nauki
Od najdawniejszych czasów ludzie próbują odpowiedzieć na pytania o początek życia i Wszechświata. Książka przedstawia różne koncepcje i teorie — mity, wierzenia, religię oraz spojrzenie naukowe — pokazując je w przystępny sposób i poszerzając wiedzę niezależnie od światopoglądu czytelnika. Autor, z technicznym wykształceniem i zamiłowaniem do poszukiwań, łączy rzetelne podejście z pasją badawczą.
- Moja droga do Boga
Poruszająca opowieść o młodej kobiecie, która w poszukiwaniu sensu życia oddala się od Boga, lecz nie zostaje przez Niego porzucona. Książka ukazuje proces duchowej przemiany przez osobiste doświadczenia i wyjątkowe wydarzenia, które prowadzą bohaterkę ku nadziei i zbawieniu. To lektura wpisująca się w literaturę religijną, zachęcająca do refleksji nad wiarą i przydatna także dla osób studiujących humanistykę czy religioznawstwo.
- Słowa
Analiza różnych znaczeń słowa jako kodu i przekazu — jego mocy, struktury i wpływu na emocje. Autorka pokazuje, że słowo może ranić i niszczyć, ale też dawać otuchę i mobilizować do działania; potrafi przywołać wspomnienia i zapłodnić wyobraźnię. Teksty w książce pobudzają wyobraźnię, łącząc refleksję nad literą, brzmieniem i obrazem, a także ukazują pasje autorki i jej wielowymiarowe zainteresowania.
- Pamiętniki chaosu
Czy bunt i protest mają sens w kraju, gdzie polityka staje się teatrem pozorów? Autor, obserwując przez dekadę polską scenę polityczną, opisuje, jak rzeczywiste problemy giną pod medialnym hałasem i partyjnymi grami. Wciągające relacje zza kulis kampanii i konfliktów ukazują manipulacje i koszty walki o władzę, a całość stanowi przenikliwą diagnozę stanu państwa oraz apel o społeczną świadomość i zaangażowanie obywateli.
Birnam