Zyskaj 100zł na zakupy » więcej

Dąbrowszczacy – Na świecie szanowani, w Polsce poniżani

1 opinia
29,90 zł

Ostatnie sztuki
Dąbrowszczacy – Na świecie szanowani, w Polsce poniżani

eBook

29,90 zł

Szczegóły produktu

Data wydania
1 sty 2018
Format pliku
eBook (epub,mobi)
Autor/Redaktor
Piotr Ciszewski

Dąbrowszczacy – Na świecie szanowani, w Polsce poniżani

Dąbrowszczacy – Na świecie szanowani, w Polsce poniżani Dąbrowszczacy to książka o Polakach i Polkach, którzy ruszyli na pomoc republikańskiej Hiszpanii. Wraz z antyfaszystami z wielu innych krajów bezinteresownie stanęli w walce z wojskowym zamachem stanu popieranym przez Hitlera i Mussoliniego. Na tle najważniejszych epizodów wojny domowej w Hiszpanii autor pokazuje działania polskich jednostek, kreśli sylwetki dowódców oraz szeregowych żołnierzy, pokazuje momenty triumfu i gorzkie chwile porażek. Integralną częścią książki są sylwetki niektórych postaci, portrety ludzi ideowych oraz odważnych, a przy tym niepozbawionych wad. Ich losy były niezwykle powikłane i dramatyczne. Część z nich nie była wcześniej opisywana w żadnych opracowaniach. Autor, demaskując uproszczenia i fałszerstwa kierowanej przeciwko dąbrowszczakom prawicowej propagandy, pokazuje motywacje, a także tragiczne nieraz drogi życiowe ochotników i ochotniczek walczących w Brygadach Międzynarodowych. Piotr Ciszewski – ur. 1979, absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, działacz społeczny, współtwórca Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz koordynator kampanii Historia Czerwona, zajmującej się historią polskiego ruchu robotniczego. Publikował artykuły dotyczące historii m.in. w dzienniku „Trybuna”, tygodniku „Przegląd”, miesięcznikach „Robotnik”, „Robotnik Śląski” i „Dziś”, kwartalniku „Pokolenia”, na portalach lewica.pl i historykon.pl. Współautor książki „Wszystkich nas nie spalicie” o kulisach reprywatyzacji w Warszawie i innych miastach. Entuzjasta historii najnowszej, a zwłaszcza historii idei. Jego hobby to rekonstrukcje historyczne i gry strategiczne.

 

Recenzje (1)

Dodano:
badge-check Recenzja użytkownika sklepu
Drobiazgi

Zacznijmy może od drobiazgów, tak dla rozgrzewki. Ortografia i tym podobne dyrdymały.

• "Guardia de Assalto" (strona 38); ach ta wssstrętna litera, jak ona się mnoży
• "La Passionaria" (74); i znowu ten ortograficzny ssssabotaż, sssskierowany przeciw ssssławnej obrończyni ludowej ssssprawiedliwości
• "dolina Ketama" (25); gdzie to może być? chyba nie istnieje, jest natomiast taka gmina w górach Maroka
• "Villanueva de la Castille" (140) i "Villanueva de la Cañada" (141). A w tym pierwszym przypadku nie chodzi aby o Villafranca del Castillo, położoną 5 km od tej drugiej?
• " Komitet Nasilenia Pomocy Republikańskiej Hiszpanii" (70); Komitet Nasilenia, oj bo się zaraz nasilę. Po spędzeniu tygodni na sprawdzaniu, o co może chodzić, dochodzę do wniosku, że najbliżej jest do Comité international de coordination et d’information pour l’aide à l’Espagne républicaine, faktycznie stworzonego we wrześniu 1936
• "został otoczony przez przeciwnika w miasteczku Lécera. Oblężonym udało się jednak przebić marszem ubezpieczonym w kierunku Albacete - bazy Brygad Międzynarodowych, gdzie próbowano zorganizować kolejną linię obrony" (173-174); z Lécera do Albacete jest tak zgrubnie jakieś 250 km. Całkiem długo się przebijali. Mniemam, że sądzę, że zgaduję, że być może chodzi o miejscowość pod tytułem Albalate del Arzobispo, położoną między Lécera a Hijar
• "Po trzynastu godzinach zajęła miasteczko Corbera i zostało jej jedynie kilkanaście kilometrów do osiągnięcia Gandesy" (181). Zerknąłem na GoogleMaps i wyszło mi, że z Corbera d'Ebre do Gandesy jest ok. 4 km w linii prostej

Ewidentne pomyłki
No to teraz przejdźmy do ewidentnych pomyłek, których jest sporo. Ja tu wyliczam 35, ale nie chciało mi się prostować wszystkich. Mówię tu o sprawach oczywistych, nie że no to jest niewyjaśnione, albo że są różne interpretacje, albo że to panie w historiografii istnieją sprzeczne teorie, itede itepe

• 17 lipca Radio Ceuta nadało komunikat: „Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne” (25); nic takiego nie miało miejsca, cała ta historia to wymysł Ehrenburga, który puścił go w obieg w swojej korespondencji dla zawsze prawdomównej prasy radzieckiej. Prawda jest taka, że siedzący w Pampelunie przywódca spisku Mola dowiedział się o rebelii w Maroku od miejscowego dziennikarza, któremu powiedział przez telefon dziennikarz z Madrytu, który dowiedział się tego podczas spotkania w budynku Kortezów od Prieto, który dowiedział się tego telefonicznie... no właśnie nie wiadomo dokładnie, ale chyba ktoś z PSOE w Maroku zatelegrafował do niego. Jedyną rzeczą, jaką tego dnia Radio Ceuta (opanowane przez rebeliantów) nadało poza standardem, był puszczony na zakończenie programu hymn Republiki, Himno de Riego, co zdziwiło odbiorców, bo hymn puszczano tylko w święta narodowe
• [po wybuchu rebelii w Maroku] "Część zatrzymanych jeszcze tego samego dnia [17. lipca] trafiła, bez sądów, przed plutony egzekucyjne" (26); nikt nie został stracony "tego samego dnia", acz podczas walk zginęło 4 żołnierzy (wszyscy po stronie rebeliantów). Data pierwszej egzekucji jest sporna, choć nie ofiara (lotnik, Virgilio Leret z bazy w hydroplanów w Atalyón): jedni twierdzą że 18. lipca, inni że 23. lipca
• [w Ceucie i Melilli] "Opór stawiła jedynie część policji i garstka robotników" (26); "policja" (czyli obie gwardie, karabinierzy i lokalna służba marokańska) nie stawiała oporu i albo pozostała bierna, albo przyłączyła się do rebelii. Opór robotników sprowadził się do próby zorganizowania strajku. Były jakieś pojedyncze strzały na starówce w Melilli, ale nie bardzo wiadomo kto i do czego strzelał, w każdym razie obyło się bez ofiar
• [Ferrer Guardia] "był znienawidzony przez kościelną hierarchię za złamanie monopolu szkół kościelnych" (30); nie było żadnego "monopolu szkół kościelnych". Przepiękna stylistyka o "znienawidzeniu" od razu nam wyjaśnia, z czym mamy do czynienia. Co do faktów, to od dawna istniała sieć państwowych szkół podstawowych i średnich (te ostatnie to tzw. Institutos). W początkach XX wieku na poziomie podstawowym jakieś 30% dzieci chodziło do szkół "kościelnych" (wliczając w to szkoły prywatne prowadzone przez świeckie stowarzyszenia katolickie), w szkołach ponadpodstawowych odsetek ten był wyższy i mógł sięgać 50-60%
• [w okresie dyktatury Primo] "Działalność związkowa została zakazana, podobnie jak istnienie lewicowych partii politycznych" (33). A jednocześnie w innym miejscu czytamy, że "Bardziej umiarkowany Powszechny Związek Robotników (UGT) za czasów dyktatury działał jako związek oficjalnie apolityczny, dzięki czemu nie został zdelegalizowany" (39). Z tych dwu sprzecznych twierdzeń prawdziwe jest drugie, ale tylko częściowo. UGT jak najbardziej działał, ale nie jako związek "apolityczny", tylko socjalistyczny
• [w okresie dyktatury Primo] "ruch socjalistyczny, jak i anarchistyczny, zeszły do podziemia" (33); PSOE w okresie dyktatury wyrosła na potężną siłę, głównie dzięki temu, że reżim faworyzował socjalistów przy obsadzaniu nowo powołanych pracowniczych ciał arbitrażowych. Efekt: jeśli w ostatnich przed zamachem Primo wyborach w 1923 głosowało na PSOE 50,000 ludzi, to w pierwszych po dyktaturze wyborach z 1931 PSOE zdobyła ponad milion głosów. Dzięki swoistej symbiozie socjalistów i dyktatury do ok. połowy lat 20. PSOE była jednym z beneficjentów dyktatury, potem stosunki zaczęły się psuć
• [UGT] "Po proklamowaniu Republiki ponownie zbliżył się do socjalistów" (39); UGT zawsze był kontrolowany przez PSOE, także w czasach dyktatury, a Largo Caballero pozostawał przez cały czas jego liderem
• "W 1930 r. Primo de Rivera planował po raz kolejny stłumić protesty, opierając się na armii" (34); nic o tym nie wiadomo. Protesty sprowadzały się do fochów części inteligencji, w tym na uniwersytetach, na takich wystarczyło tupnąć nogą i nie trzeba było wzywać wojska. Były spiski, OK - zresztą właśnie w armii. A w styczniu 1930 Primo podał się do dymisji i nic nie planował
• [o wyborach samorządowych z 1931] "W obliczu takich informacji oraz zwycięstwa sił republikańskich w ogłoszonych wyborach lokalnych" (35); po pierwsze, nikt dokładnie nie policzył oddanych głosów. Po drugie, w skali kraju w radach wiejskich/miejskich radni partii republikańskich stanowili mniejszość, choć faktycznie partie te zdobyły kontrolę nad niemal wszystkimi stolicami prowincji. Było troche jak w wyborach prezydenckich w Polsce w 2025: we wszystkich miastach powyżej 50 tys. wygrał Trzaskowski, ale ogólnie wygrał Nawrocki
• [Alfons XIII w kwietniu 1931] "nie wydając żadnego oświadczenia, rozczarowany i ośmieszony, udał się na lotnisko, skąd z rodziną odleciał do Paryża" (36); wydał oświadczenie, a mianowicie że nie rezygnuje z tronu, ale wyjeżdża żeby uniknąć wojny domowej. Nie jestem pewien, czy go to ośmiesza. Poza tym z Madrytu pojechał pociągiem do Walencji, skąd odpłynął statkiem do Marsylii, skąd pojechał pociągiem do Paryża
• "Przywódca puczu" [sanjurjady; z tekstu wcześniej wynika, że tym przywódcą był gen. Barrera] był związany z konserwatywnym ruchem karlistowskim" (41); Barrera nie miał nic wspólnego z karlizmem, był przysięgłym alfonsistą. To Sanjurjo trochę miał, bo jego ojciec był karlistą (choć on sam nigdy karlistą nie był)
• "W konspirację [przed Sanjurjadą] zamieszany był również szef sztabu Manuel Goded oraz ówczesny komendant Guardia Civil José Sanjurjo" (41); Goded przestał być szefem sztabu półtora miesiąca przed zamachem z sierpnia 1931, Sanjurjo nie był już szefem Guardia Civil (dostał dymisję po wydarzeniach w Castilblanco), bo był nim Miguel Cabanellas. Sanjurjo był wtedy komendantem Carabineros, formacji celno-skarbowej
• "Planowano reformę [rolną] rozłożoną na kolejne etapy. Pierwszy miało stanowić rozdzielenie ziem wspólnych od lat wykorzystywanych przez chłopów na zasadzie prawa zwyczajowego oraz jeszcze XIX-wiecznej legislacji" (43) oraz "[w 1936] Rząd wrócił m.in. do projektu reformy rolnej polegającej na odebraniu ziemi wspólnej zawłaszczonej przez latyfundystów" (54). Autor chyba w ogóle nie wie, o co chodzi. Ziemie wspólnotowe (pastwiska, łąki, lasy, bagna, torfowiska, nieużytki oraz tzw. dehesas) zostały zawłaszczone przez państwo w ramach tzw. dezamortyzacji w XIX wieku, a następnie wystawione na licytacje i sprzedane, na ogół właśnie "latyfundystom". W roku 1936 Front Ludowy rozważał dokonanie "de-dezamortyzacji", czyli wywłaszczenie tych prywatnych właścicieli i ponowne przekazanie tej ziemi wspólnotom. Był to tak egzotyczny pomysł, że na serio nikt się za niego nie wziął
• [Gil-Robles] "przyjął tytuł „Jefe” (Szef)"(45); nigdy nie przyjmował takiego tytułu. Oprócz tytułów związanych z jego stanowiskami w administracji państwowej i zawodowymi (jako prawnik i działacz samorządu prawniczego), w partii miał tytuł "presidente de la Comisión ejecutiva". Młodzieżówka partyjna JAP niekiedy skandowała "jefé". W 1981 na wielu wiecach z Wałęsą tłumy skandowały "Lechu, Lechu!". Jak ktoś bardzo chce, to może powiedzieć, że "Lech Wałęsa przyjął tytuł 'Lechu' "
• "Przedstawiciele Renovación Española (Odnowa Hiszpanii), grupy wzorowanej na włoskich Czarnych Koszulach" (48); Renovación była ugrupowaniem monarchistycznym i z włoskim faszyzmem, ruchem o charakterze na ogół republikańskim który z trudem znosił monarchię Wiktora Emanuela III, nie miała wiele wspólnego. Poza tym Renovación była raczej zachowawcza społecznie, a faszyzm miał charakter protorewolucyjny. Nie tyle wzorem, ile raczej inspiracją dla Renovación była Action Française, której faktycznie jeden nurt historiografii od stu lat usiłuje dokleić gebę faszystów
• [o Asturii] "Zemsta rządu była nieproporcjonalna do rozmiarów wystąpienia robotniczego. Zginęło ponad tysiąc osób, w większości cywilów" (51); słowo "zemsta" pasuje raczej do jakiegoś fanzinu. W trakcie walk z rewolucjonistami siły porządkowe i wojsko zabiły prawdopodobnie kilkaset osób, pewna (znaczna?) część z nich zginęła nie w czasie walk, tylko zaraz po tym, jak się poddali, część po doprowadzeniu do aresztu została zamordowana przez rozwścieczonych gwardzistów i żołnierzy. Oczywiście z "rządem" nie miało to wiele wspólnego, a już tym bardziej z "zemstą rządu", choć naturalnie w ostatecznym rachunku rząd ponosił odpowiedzialność za działania sił porządkowych. Jeśli już chcemy koniecznie skwantyfikować "zemstę rządu" to wynosi ona 2 (słownie: dwa). Tyle osób osądzono, skazano i stracono
• "Szacuje się, że aresztowanych zostało ponad 35 tys. osób" (51); mit, dawno obalony, choć także nadal powtarzany. Prawdopodobnie aresztowano ok. 10-15 tysięcy
• "Stworzony dzięki staraniom lidera IR Manuela Azañy sojusz miał na celu przede wszystkim start w planowanych na 1936 r. wyborach lokalnych" (53); sojusz o którym mowa, czyli Front Ludowy, utworzono z myślą o wyborach parlamentarnych. Azaña był faktycznie chyba najgorętszym orędownikiem sojuszu, ale z pewnościa nie utworzono go "dzięki jego staraniom", niewiele mniej starali się Sánchez Roman, Martínez Barrio i Prieto. A wybory lokalne na czerwiec 1936 zapowiedział dopiero zwycięski już rząd (Azanii), zresztą zaraz się z tego wycofał kiedy wyczuł, że republikanie mogą je sromotnie przegrać
• [po wyborach z 1936] "Powołany na premiera Santiago Casares Quiroga był umiarkowanym liberałem" (54); po wyborach premierem został Azaña. Casares był radykalnym, wojowniczym liberałem, członkiem partii Azanii, miał takie trochę nasilające się okresowo polityczne ADHD
• "informacje o przygotowywanym spisku, mającym powstrzymać reformę rolną oraz inne przemiany, przygotowywanym przez generałów w porozumieniu z prawicą" (56); nikt z historyków nie dotarł nigdy do żadnego dokumentu świadczącego o tym, że spiskowcy zamierzali powstrzymać reformę rolną. Wręcz przeciwnie, instrukcje Moli zapowiadały utrzymanie w mocy republikańskich reform i jego tajne dokumenty zawierały jakieś dyrdymały o drobnej własności jako podstawie w rolnictwie, a nawet coś o własności wspólnej
• "Jednocześnie w czerwcu 1936 r. trwały ostatnie przygotowania do zbrojnego puczu. Rozpoczęły się one 8 marca od spotkania Gil-Roblesa z niezadowolonymi generałami, w tym Emilio Molą, Francisco Franco, Manuelem Godedem oraz Joaquínem Fanjulem (56); w spotkaniu z 8. marca, które na ogół uważa się za początek spisku, uczestniczyli tylko wojskowi, zresztą Godeda na nim nie było (był już na Balearach). Gil-Roblesa generałowie poinformowali o spisku dopiero w czerwcu, przy czym on sam nie miał nic do gadania jeśli chodzi o proces decyzyjny
• [wiosną 1936] "Zdecydowano wówczas o reaktywowaniu tajnej struktury – Hiszpańskiego Związku Wojskowego" (56); UME nie trzeba było reaktywować, bo funkcjonowała bez przerwy od roku 1933. Słowo "tajna" nie jest właściwe. Nie była to organizacja działająca formalnie i oficjalnie, ale funkcjonowała jawnie, np. spotkania oficerów UME w garnizonach odbywały się na ogół otwarcie
• [po wybuchu rebelii] "Pociąg z uzbrojeniem wysłany przez robotników z Katalonii [do Baskonii] został zatrzymany na należącym do Francji odcinku torów przez żandarmerię. Cenna amunicja i karabiny stoją kilka kilometrów od pozycji potrzebujących ich milicjantów" (68); nie bardzo wiadomo o co chodzi z tym "należącym do Francji odcinkiem", chyba po prostu o tory we Francji, przed granicą w Irún. Z Katalonii przez Francję nigdy nie próbowano wysłać do Baskonii żadnego pociągu, a gdyby wysłano, to Francuzi mieli jakieś 500 km żeby go zatrzymać. Może i jakiś transport broni żandarmeria francuska faktycznie zatrzymała przed Irún, ale z pewnością nie pochodził on z Katalonii, zresztą już widzę, jak katalońscy anarchiści chętnie oddają swoje karabiny żeby przekazać je do Baskonii
• "Sygnatariusze listu [polskich mieszkańców Górnego Śląska w sierpniu 1936] domagali się od konsulatu [Hiszpanii w Katowicach] wydania paszportów, aby mogli wziąć udział w obronie Republiki" (76); a jakim cudem konsulat Hiszpanii miał wydać Polskim obywatelom paszporty? Nie wiem czego oni się mogli domagać, zresztą nie jestem pewien, czy konsulat Hiszpanii w Katowicach nie był honorowy, więc nawet wiz nie mógłby wtedy wydawać
• "Od początku Kraj Basków stał się też obiektem ataku buntowników. Kontrolowany przez baskijski rząd teren ograniczał się do nadbrzeżnego pasa" (67); rząd baskijski ukonstytuował się nie "od początku" (lub we wrześniu, jak sugeruje tekst opisując walki o Irun), ale prawie 3 miesiące po zamachu stanu, a to dlatego, że ustawę o autonomii baskijskiej parlament przyjął dopiero w początkach października 1936. W lipcu, sierpniu i wrześniu 1936 po stronie republiki na froncie walczyły głównie milicje robotnicze, a milicje nacjonalistyczne (baskijskie) ograniczały się do pilnowania porządku i kościołów (zresztą częściowo nieskutecznie). Dopiero w październiku zaczęto je przekształcać w "wojsko baskijskie", zresztą bezprawnie, bo statut autonomiczny (sam w sobie nielegalny, bo przyjęty przez Kortezy bez wymaganej przez konstytucję większości 2/3) nie dawał rządowi autonomicznemu prawa do stworzenia swojej armii, tylko lokalnych sił porządkowych
• [jesienią 1936] "Rząd ewakuował się ze stolicy do Walencji, gdzie pozostał już do zakończenia wojny" (87); jesienią 1937 rząd przeniósł się z Walencji do Barcelony, a w lutym 1939 przeniósł się po raz trzeci, a mianowicie z powrotem do Madrytu
• [w Madrycie podczas próby rebelii] "W wyniku oporu lokalnych milicji, wspartych przez lojalnych wobec rządu żołnierzy oraz funkcjonariuszy gwardii szturmowej, buntownicy musieli cofnąć się do koszar" (86); konspirujący oficerowie nigdy nie wyprowadzili żołnierzy z koszar na ulice, ani koszar Montaña, ani Campamento, ani Was-Rad, ani żadnych innych koszar. Główną siłą, która wystąpiła po stronie rządu, były obie gwardie, zwłaszcza Asaltos, którzy mieli artylerię i samochody opancerzone. Milicjanci zajmowali się głównie pokrzykiwaniem. Żadni "lojalni wobec rządu żołnierze" nie blokowali koszar, bo oprócz sporej grupy oficerów z UMRA (siedzących po sztabach i przy telefonach), zwykli żołnierze którzy mogli to zrobić, poszli sobie na ogół do domu. Jest sporo zdjęć z tych dni, na żadnym nie ma żołnierza wśród lojalistów
• "22 grudnia [1936] przybyła do Hiszpanii drogą morską pierwsza [włoska] dywizja zmotoryzowana w sile dwóch tysięcy żołnierzy"(107); dywizja piechoty wojska polskiego w 1936 miała etat 17,500, dość słaba dywizja włoska nieco mniej. Dwa tysiące to nie jest nawet pułk, ktorych w dywizji w zasadzie powinno być trzy. Włosi zaczęli lądować w Sewilli faktycznie w grudniu, ale łatwo sobie wyobrazić, że aby przetransportować dywizję (i to zmotoryzowaną, więc masa sprzętu i pojazdów) trzeba było co najmniej kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu statków
• [ściemniactwo propagandowe nacjonalistów po bitwie pod Guadalajarą] "Pozwoliło to Mussoliniemu i Franco na zachowanie status quo, czyli utrzymanie w Hiszpanii około 50 tys. żołnierzy CTV" (120); po bitwie pod Guadalajarą CTV odchudzono z 50 do ok. 30 tysięcy i tak już zostało. Stosunek Franco do włoskiego korpusu był mocno dwuznaczny, nieustannie obawiał się zbytniej autonomii Włochów i w sumie to bardziej dążył to ograniczania niż do powiększania CTV
• [w lipcu 1938] "Władze w Walencji [czyli rząd republikański] spodziewały się..." (180); w lipcu 1938 rząd centralny był już od dobrych 9 miesięcy w Barcelonie
• "Na pozycjach nacjonalistów pod Gandesą, jak donosił „Ochotnik Wolności”, zdobyte zostały karabiny polskiej produkcji. Było to dowodem na sprzedaż przez oficjalnie zachowującą neutralność Polskę broni wojskom generała Franco" (182); Ochotnik mógł sobie donosić co tam się pani Szleyenowej żywnie spodobało, ale autor piszący tekst historyczny powinien zaznaczyć, że to baśnie tysiąca i jednej nocy. Rząd II RP sprzedał być może nawet 200,000 karabinów Republice, ale ani jednego Nacjonalistom. Niewykluczone, że Nacjonaliści przejęli jakieś polskie karabiny na zatrzymanym statku, płynącym do Republikanów (najsłynniejszy przypadek to płynąca pod banderą grecką "Sylwia")

Błędne uproszczenia, manipulacje, półprawdy

Tych jest może i mniej niż prostych błędów, ale są groźniejsze, bo dotyczą nie konkretnych spraw, ale syntetycznych ocen.

• [o początkach XX wieku w Hiszpanii] "Poziom życia ludności wiejskiej i miejskiej był tragiczny. Poza największymi ośrodkami – Madrytem, Barceloną czy Saragossą – na wsi i w małych miasteczkach panowała nędza" (27); GDP na głowę, obliczane dla Hiszpanii dla roku 1913 w tzw. Geary-Khamis dolar, wynosiło 97% fińskiego i 84% norweskiego. Prawdziwa nędza to była np. w Serbii i Albanii, bo GDP hiszpańskie stanowiło ich odpowiednio 194% i 254%. Dla Polski nie ma wiarygodnych danych, bo w roku 1913 jej nie było, ale z lat późniejszych wynika, że polski GDP na głowę wynosił jakieś 75% hiszpańskiego. Czy to uprawnia do stwierdzenia, że np. w takim Chrzanowie czy innym Kowlu poziom życia był tragiczny? Odsetek skrajnej nędzy oczywiście był, w Hiszpanii w Andaluzji niektórzy mieszkali w jaskiniach, a w Polsce na Polesiu robili na przednówku zupę z kory drzewa, ale to że nikt nie miał wtedy Netflixa to nie znaczy, że generalnie "na wsi panowała nędza"
• "O wejściu do korpusu oficerskiego oraz awansach decydowało najczęściej arystokratyczne pochodzenie oraz koneksje rodzinne" (28); arystokracja raczej unikała służby wojskowej, odsetek hrabiów, markizów, baronów i książąt służących w armii był minimalny. Niektórzy grandowie i tym podobni mieli jakies tytularne funkcje, które pozwalały im się na uroczystości państwowej ubrać w operetkowy mundur. Natomiast niektórym rzeczywistym wyższym dowódcom król nadawał tytuły arystokratyczne, czyli jeśli było sprzężenie, to raczej w drugą stronę. Co do "koneksji rodzinnych" to prawda o tyle, że faktycznie była tendencja do endogamii, w sensie że dzieci oficerów też szły na oficerów. Ale to był dowód nie na elitarność armii, tylko raczej na kastowość i na to, że ci młodzi nie widzieli lepszych mechanizmów awansu społecznego
• "Wojsko nie cieszyło się dużą popularnością wśród uboższych grup ludności. Nie dawało możliwości awansu społecznego" (28); była dokładnie odwrotnie, tak jak w "Czerwonym i czarnym" Stendhala. Obok "czarnego" (czyli kler) to właśnie "czerwone" (czyli wojsko) były przez dziesięciolecia (stulecia?) najbardziej typowymi drogami awansu dla ludzi z dołów. Najbardziej znany przykład: Baldomero Espartero, generał i faktyczny dyktator Hiszpanii z połowy XIX wieku, syn robociarza-stolarza. Jeszcze w latach 20. wielu mężczyzn z dołów nauczyło się czytać i pisać dopiero w wojsku, co oczywiście nie było potem bez związku z ich pozycją i mobilnościa społeczną oraz dawało armii prestiż. Rosnąca liczba zabitych podczas wojen w Maroku sprawiła, że ten trend zaczął się odwracać
• [o wczesnych latach 20-tych] "wojskowi oraz pozostający z nimi w sojuszu arystokraci oraz hierarchowie kościelni dochodzili do wniosku, że rządy parlamentarne są słabe, skorumpowane i niezdolne do zdecydowanego działania wobec zrewoltowanych klas niższych" (31); za kluczową grupę, która wsparła zamach Primo z 1923, uważa się burżuazję. Owszem, Kościół i arystokracja były zaniepokojone załamywaniem się porządku publicznego, podobnie jak niemal wszyscy inni [oprócz oczywiście sprawców tej erozji, czyli głównie anarchistów]. A już na pewno nie "pozostawali w sojuszu" z wojskowymi, zresztą co to miałoby być, biskupi spotykający się potajemnie z generałami? Suflowana między wierszami teza, że to Kościół stał za zamachem Primo, to już dyrdymały najczystszej wody, których nie znalazłem nawet u najbardziej postępowych hiszpańskich historyków
• [Primo dzięki swoim manifestom w 1923] "Zyskał tym poparcie najbardziej wpływowych grup uprzywilejowanych, chcących zachować swoją pozycję, a także części klasy średniej, zmęczonej chaosem" (32); zamach Primo spotkał się z niemal powszechnym poparciem wszystkich grup społecznych, w tym również proletariatu miejskiego (coś jak nasz polski "błąd majowy" KPP). Przybycie "żelaznego chirurga" zdecydowana większość społeczeństwa (za wyjątkiem głównie anarchistów) przyjęła jeśli nie z entuzjazmem, to jednak z nadzieją
• [konstytucja z 1931] "zawierała liczne zapisy uderzające w tradycjonalistyczne, konserwatywne podejście" (37); uderzała w podstawowe swobody obywatelskie, w tym także liberalne, jak np. swoboda zrzeszania się (paragrafy o szkolnictwie), swoboda prowadzenie działalności gospodarczej (paragrafy o zakonach) czy swoboda przekonań (paragrafy o obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej). Oczywiście uderzała także w "tradycjonalistyczne i konserwatywne", z tym że to nie jedno i to samo, bo tradycjonaliści mieli konserwatystów za zdrajców religii, a konserwatyści tradycjonalistów za jaskiniowców
• [w 1931] "Robotnicy i chłopi traktowali z kolei większość duchownych jako wrogów klasowych, żyjących z cudzej pracy" (37); typowa sekciarska generalizacja. Większość proletariatu wiejskiego w północnej połowie Hiszpanii była religijna, a spora jej część w niektórych prowincjach (Kantabria, Baskonia, Nawarra) fanatycznie religijna. W okręgu wyborczym Burgos w wyborach parlamentarnych z roku 1931 ksiądz Ricardo Gómez Roji dostał 30,183 głosy na ok. 70 tysięcy oddanych, co to, głosowały na niego same markizy i barony?
• [w pierwszych latach republiki] "Celem generałów było zachowanie przywilejów, a także wpływu na politykę, tak wyraźnego w czasach Primo de Rivery" (40); było dokładnie odwrotnie. Większość generalicji uważała, że armia skompromitowała się w ostatnich latach dyktatury Primo, i że teraz powinna trzymać się z dala od polityki. Jeszcze w początkach roku 1935 tak uważała większość generałów, w tym Franco, i to właśnie było główną przeszkodą w rozwoju konspiracji wojskowej. Gniewne pomruki, jakie wydawała część generalicji w latach 1931-1933, wiązały się z próbą obrony przywilejów kastowych korpusu oficerskiego, a nie z polityką
• [zamach Sanjurjo] "Był on próbą przejęcia kontroli nad państwem przez konserwatystów" (41); konspiracja ani zamach nie miały wyraźnego charakteru politycznego, w manifeście Sanjurjo raczej nie było takich akcentów (oprócz bombastycznego wodolejstwa o sprawiedliwości, walce z wyzyskiem itede). Główne motywy spisku i zamachu to powstrzymanie reform wojskowych Azanii oraz fragmentacji politycznej kraju (autonomia Katalonii). A już żadnych "konserwatystów" w spisku nie było, jak zresztą w ogóle żadnych polityków. Potencjalnym politycznym beneficjentem zamachu, który być może coś wiedział i który być może był rozważany na premiera po udanych zamachu, był Lerroux, na pewno nie konserwatysta, raczej centrowy liberał
• "Wielkie gospodarstwa rolne były nieefektywne" (42); było akurat odwrotnie. W połowie lat 30-tych zdarzało się nie tak znowu rzadko, że chłopi, którzy byli przedtem bezrolni a teraz dostali w ramach reformy rolnej po 5-7 hektarów, porzucali swoje nowe gospodarstwa, bo nie stać ich było na ich uprawę (nie mieli nawozów, ziarna, sprzężaju, maszyn, narzędzi), i wracali do pracy najemnej jako jornaleros. To małe gospodarstwa były - podobnie zresztą jak w Polsce - najmniej efektywne. Niektórzy historycy nazywają republikańską reformę rolną "redystrybucją biedy". Generalnie im większe gospodarstwo, tym bardziej było efektywne (oczywiście jeśli anarchiści nie podpalali w nocy stodół, nie zatruwali studni, nie uprowadzali bydła itede)
• "Partia Gil-Roblesa nawiązywała już wówczas jawnie do wzorców faszystowskich" (52); CEDA, partia katolicka, nigdy, ani jawnie ani niejawnie, nie nawiązywąła do wzorców faszystowskich, w Niemczech pogańskich a we Włoszech co najmniej niechętnych Kościołowi. Główne dowody na faszyzm CEDA, przytaczane przez historyków, to 1) że młodzieżówka krzyczała jefé; 2) że młodzieżówka nosiła coś w rodzaju mundurów; 3) że CEDA chciała zmienić konstytucję; 4) że CEDA zmierzała do państwa korporacjonistycznego; 5) że Gil-Robles poparł zamach z 1936. Chyba jednak trochę mało, no chyba że nasza kategoria faszyzmu obejmuje także "sanacyjno-faszystowski reżim Piłduskiego"
• [CEDA] "Grupowała organizacje reprezentujące latyfundystów, bogatych chłopów, przemysłowców, część arystokracji, a także zdobywała wpływy w korpusie oficerskim" (45); też dość typowa kategoryzacja. W wyborach z 1936 na kandydatów CEDA oddano 15 milionów głosów: trochę sporo tych latyfundystów, baronów i generałów, c'nie? Zresztą, takich bzdur to nie chce się nawet wyszydzać. CEDA była organizacją o charakterze interklasowym, ze środkiem ciężkości gdzieś w warstwach średnich
• [Gil-Robles przyjął założenie, że najważniejsze dla Hiszpanii jest zachowanie] "dotychczasowych stosunków społecznych" (45); baśnie z mchu i paproci. Program CEDA opierał się na założeniu, że konieczne są fundamentalne reformy w duchu katolickiej nauki społecznej; ich celem było zapobieżenie rewolucji. Oczywiście założenia to jedno, a praktyka drugie, np. podczas tzw. biennio radical-cedista reforma rolna mocno zwolniła, ale to nie w wyniku "założeń" Gil-Roblesa, tylko w wyniku samobójczego oporu ziemiaństwa i aparatu administracyjnego
• "umiarkowani republikanie z Akcji Republikańskiej" (46); żart? najbardziej sekciarska, doktrynerska, fanatyczna część republikanów jako "umiarkowani"? Za umiarkowanych mogłaby uchodzić raczej Partido Republicano Radical, Partido Republicano Nacional, Partido Republicano Federal, Partido Republicano Conservador, Partido Republicano Progresista. Akcja Republikańska była tak sfanatyzowana (głównie na tle antyreligijnym), że jej własny szef Azaña musiał ją hamować, zamierzali przecież zdelegalizować od czapy wszystkie zakony i to dzięki Azanii skończyło się tylko na Jezuitach
• "lider PRR Alejandro Lerroux, polityk pozujący na umiarkowanego, jednak powiązany z kapitalistami oraz posiadaczami ziemskimi" (46); bazą społeczną PRR była burżuazja miejska, zwłaszcza średnia, drobnomieszczaństwo oraz inteligencja, często urzędnicza. Lerroux nie "pozował" na umiarkowanego, tylko był; czasy radykalizmu, kiedy wzywał by "pozwolić zakonnicom poznać błogosławieństwo macierzyństwa", już dawno minęły. Sympatie polityczne "kapitalistów" i "posiadaczy ziemskich" są generalnie nieznane, nie powstała na ten temat żadna praca, pozostają intuicje że rozkładały się one szeroko od skrajnej prawicy po umiarkowanch republikanów
• [o Asturii] "Tam, gdzie funkcjonariusze nie chcieli się poddać, posterunki były zdobywane z bronią w ręku. Guardia Civil okazała się bezsilna. Ponosiła duże straty" (50) i "rząd rozpętał przeciwko asturyjskim górnikom kampanię oskarżeń o rzekome okrucieństwa" (51). Nie rzekome, tylko faktyczne. Podczas rewolucji asturyjskiej mordowano z definicji arystokratów, księży, wojskowych i gwardzistów ("ponosiła duże straty"). W Europie zachodniej to był największy wybuch rewolucyjnej przemocy od czasu Komuny Paryskiej. Liczba zamordowanych w wyniku rewolucyjnego terroru wyniosła jakieś pół tysiąca. Okrucieństwa były na porządku dziennym (zwłaszcza karmienie księży ich własnymi genitaliami).
• "Front Ludowy, który doszedł do władzy dzięki głosom robotników i chłopów" (55); kolejny żart z gatunku "moja miotła szeroko zamiata". Z pewnością głosy proletariatu miejskiego i wiejskiego stanowiły znaczną część wszystkich, ale równie dobrze możnaby powiedzieć, że front wygrał "dzięki głosom postępowej inteligencji miejskiej". W wyborach z 1936 na 35 milionów głosów, oddanych na kandydatów Frontu, jakieś 52% padło na partie republikańskie (UR, IR, ERC, inne drobne), nie robotnicze
• [o przemocy wiosną 1936] "Robotnicy i chłopi korzystali z okazji, by dać wyraz nienawiści do kleru sprzymierzonego z posiadaczami ziemskimi" (55); jeden z bardziej malowniczych kwiatków w tej powieści. Chyba nawet nie ma co komentować. Zdanie jakby wycięte z Trybuny Ludu, i to raczej z roku 1952 niż 1982
• "W Madrycie narastała w tym czasie spirala przemocy rozpętana przez falangistów" (57); ostatnia praca na ten temat, "Fuego cruzado" (del Rey, Alvarez Tardió) kwantyfikuje przemoc z wiosny 1936 na różne sposoby. Z wielu tabel tej książki wynika jednoznacznie (choć nie ma statystyk dla samego Madrytu), że inspiratorami przemocy była głównie lewica
• akapit o zabójstwie Calvo Sotelo zaczyna się od stwierdzenia, że "Jedną z nich [akcji terrorystycznych przeciw rządowi] było zabicie 12 lipca 1936 r. José Castillo, porucznika Gwardii Szturmowej" (57); też typowa konstrukcja logiczna. Calvo zabili, bo zabili wcześniej Castillo, logiczne, no nie? No, a co było wcześniej? Ano, wcześniej Castillo zabił Sainz de Heredię (falangista). A co było wcześniej? i tak dalej. "A bo prosę pani, to on zacął piersy!", więc tak naprawdę to prawica jest winna temu, że "zginął Calvo Sotelo"
• "Francisco Franco, wówczas już przywódca puczystów, stwierdza butnie: „Prędzej zniszczę Madryt, niż zostawię go marksistom" (85); cytat z Jay Allena, prorepublikańskiego propagandzisty, który włożył te słowa w usta Franco po wywiadzie, jaki (prawdopodobnie, ale to nie jest pewne) z nim przeprowadził. Primo de Rivera też się bardzo zdziwił, kiedy przeczytał, co rzekomo powiedział Allenowi podczas wywiadu. Przynajmniej trochę ostrożności, przynajmniej ciut krytyki źródeł, Nie mówiąc o tym, że w chwili gdy udzielał (jeśli faktycznie udzielał) tego wywiadu, czyli w końcu lipca 1936, nie był żadnym "przywódcą puczystów", nie był nawet w Radzie Obrony Narodowej, czyli powołanym przez nich kolegialnym dowództwie
• "Generał Emilio Mola chwalił się, że poza czterema kolumnami ma też piątą, złożoną ze zwolenników prawicy w samym mieście" (87); komunistyczny majstersztyk propagandowy. Mola prawdopodobnie nigdy nic takiego nie powiedział, wszystkie poszlaki wskazują, że to wrzutka KPH albo może i kogoś wyżej. Mistrzostwo całej operacji pozwala przypuszczać, że mógł stać za tym sam Münzenberg. Chociaż na samym początku nie wszystko było jeszcze dopięte i rewelacje o piątej kolumnie komuniści przypisywali a to Moli, a to Franco, a to Queipo, a to Vareli
• "Baskowie od początku wojny opowiedzieli się w większości za Republiką" (67); często powtarzana teza, raczej nieprawdziwa, choć ze względu na jej ogólnikowość trudno ją liczbowo zweryfikować. Większość Basków raczej pozostała bierna, jakaś mniejszość wystąpiła przeciw, a jakaś mniejszość za Republiką. Prawdopodobnie, jeśli by liczyć statystycznie w osobo-dniach, więcej Basków walczyło przeciw (baskijskie bataliony requetés, potem ci co zmienili strony w Santoña i ci wcieleni po zajęciu Baskonii) niż za (baskijskie bataliony Eusko Gudarostea od października 36 do czerwca 37). Jeśli chodzi o PNV (którą niekiedy traktuje się jako głos wszystkich Basków, podczas gdy grupowała tylko nacjonalistów i wyborach z 1936 w Baskonii zebrała tylko jakąś jedną trzecią głosów), to działała ona w 4 prowincjach. Dwie egzekutywy prowincjonalne (Nawarra i Alava) opowiedziały się przeciw, a dwie (Vizcaya i Guipúscoa) za Republiką. To była też Baskijska Wojna Domowa. Zresztą PNV i rząd autonomiczny cały czas kombinowali, czy im się nie opłaci zdradzić Republiki, rozmawiali z Watykanem, Franco, Włochami, Brytolami i z kim się da. Jeszcze po Monachium jesienią 1938 przebąkiwali coś o zastosowaniu "koncepcji monachijskiej" w Hiszpanii (znaczy, o oderwaniu Baskonii, tak jak Sudetów od Czech)
• bitwa pod Guadalajarą została przedstawiona nie tylko jako porażka Włochów, ale wręcz klęska i kompromitacja (105-107). Faktycznie CTV nie osiągnął zamierzonych celów i stracił mnóstwo sprzętu, niemniej poniósł straty mniejsze niż republikanie, oraz przesunął linię frontu o kilkanaście kilometrów do przodu (choć musiał opuścić najdalej wysunięte pozycje). To była porażka, ale nie klęska

A teraz będzie o Brygadach Międzynarodowych

Książka jest o Dąbrowszczakach, więc zgrupowałem osobno w tej części wszystkie kwiatki, poświęcone Brygadom.

• "Oficjalny rozkaz utworzenia Brygad został wydany przez dowództwo hiszpańskiej Armii Ludowej 22 października" (89); i to jest właśnie ciekawostka. Taka informacja faktycznie powtarza się (niekiedy) w historiografii, ale nigdzie nie trafiłem na źródło. Oficjalny biuletyn rządowy podaje dekret Ministra Wojny z 22. października 1936 o organizacji batalionów "Milicias voluntarias", ale nie ma tam nic ani o brygadach, ani o międzynarodowych, zob. https://www.boe.es/diario_gazeta/comun/pdf.php?p=1936/10/23/pdfs/GMD-1936-297.pdf. Przypuszczam, że ten numer z 22. października to jeden z kolejnych mitów wojny domowej
• "W Casa de Campo batalion po raz pierwszy wyróżnił się walecznością" (92); i tu zaczyna się typowa dla tej klechdy opowieść. Jakiś Dąbrowszczak napisał, że był waleczny i jego kolesie też, więc pan historyk grzecznie przepisuje to w swojej książce. To się będzie powtarzać regularnie, żadnej próby konfrontacji z innymi źródłami, a niekiedy podawanie bez zająknięcia sprzecznych relacji z tych samych dąbrowszczackich źródeł
• [9 listopada 1936 pod Madrytem] "Kilka batalionów Brygad, w tym Dąbrowszczacy, przeprowadziło udany kontratak, wypierając marokańskich regulares za rzekę Manzanares i odbijając kluczowy dla obrony Most Francuzów" (92); "kilka batalionów"? Batalion to oddział, liczący ok. 500 żołnierzy. Kilka batalionów to byłoby jakieś 1,500-2,000 interbrygadzistów. W początkach listopada. Jakim cudem tylu ich znalazło się, i to jeszcze po jakimś przeszkoleniu i sformowaniu w bataliony, skoro rekrutacja zaczęła się w samej końcówce września? Zgrubny reality check pokazuje, że coś chyba jest nie halo
• "Dąbrowszczacy w pierwszym boju [o Madryt] ponieśli znaczne straty. Trudno je obecnie oszacować, jednak padło ponad 100 zabitych i jeszcze więcej rannych" (96), bez źródła. Pan autor tak sobie "oszacował". Skoro odsetek zabitych dla Brygad generalnie podawany jest w okolicach 20% to wychodzi, że w Madrycie musiało walczyć jakiś 500 Polaków. Czyli co, jedna trzecia albo jedna czwarta wszystkich interbrygadzistów walczących w listopadzie w Madrycie to byli Dąbrowszczacy? Dalej: Bron podaje, że pod Brunete w lipcu 1937 zginęło 120 Dąbrowszczaków, a przecież było ich tam być kilka razy więcej niż 9 miesięcy wcześniej w Madrycie. Coś te liczby się znowu nie chcą zejść.
• "Z Polski zaczęli napływać też sympatycy PPS oraz żydowskiego Bundu, zachęceni hasłami jednolitego frontu walki z faszyzmem" (98); typowy kwiatek, częsty w tego typu wydawnictwach. Komuniści? A nie skądże, antyfaszyści, no, fakt, głównie ludzie lewicy, ale różnych nurtów.... znamy, znamy. Aczkolwiek PPS organizował wiece solidarności z Republiką, to jednak sprzeciwiał się rekrutacji do Brygad i zniechęcał swoich członków, uważając całą imprezę za komunistyczną ściemę. Bund nie wiem, chyba nie powstała praca o stosunku Bundu do Brygad.
• [w czasie bitwy pod Guadalajarą batalion Dąbrowszczaków] "zaskoczył oddziały przeciwnika przy skrzyżowaniu dróg z Madrytu do Saragossy oraz z Brihuega do Mirabueno. W szybkim szturmie udało się, bez strat własnych, wziąć około 60 jeńców" (99-100). Dalej zdobycie Brihuega w marcu 1937 jest przedstawione jako najpierw niszczycielski nalot lotnictwa republikańskiego, po którym następuje zwycięski szturm interbrygadzistów, w tym "Kilka pozycji nadal stawiających opór szybko zostaje zdobytych przez ochotników z Batalionu im. Dąbrowskiego" (105-6). Faktycznie dowodzący włoską dywizją generał Edmondo Rossi kontrolował sytuację do czasu, gdy otrzymał fałszywy meldunek o republikańskich czołgach, rzekomo otaczających miasto. Wtedy wydał rozkaz ewakuacji, a oddziały republikańskie zajęły opuszczoną już Brihuegę bez żadnej walki
• [w czasie utarczek pod Saragossą] "grupa żołnierzy od razu przelewa wodę z chłodnicy do manierek" i wszystko inne (127). To wszystko inne wraz z manierkami zostało pracowicie spisane z książek Zofii Szleyen, która oczywiście nigdy pola walki nie oglądała, ale była sprawna w pisaniu do biuletynów dąbrowszczackich. Ale już sama idea, że ktoś mógłby zmusić się do picia wody z chłodnicy samochodowej, jest niewątpliwie ciekawa, i może wyjaśnić nam dziwnie wysokie straty, które jakoby ponieśli Dąbrowszczacy
• "18 września 1936 r. Międzynarodówka Komunistyczna (Komintern) podjęła decyzję o rozpoczęciu werbunku międzynarodowych ochotników. Było to usankcjonowanie stanu faktycznego" (88); typowe odwracanie kota ogonem. Maksimum 500 zagranicznych ochotników, głównie tych co już byli w Hiszpanii na "olimpiadzie" i emigrantów we Francji, do połowy wrześnie zgłosiło się do armii republikańskiej. Pozostałe 35 tysięcy wyrekrutował, wyposażył i sfinansował podróż Komintern. Np. kilku tysiącom przez Atlantyk. A co, ktoś wierzy że półbezrobotny proletariusz z Detroit mógł kupić bilet na transatlantyk? Nawet na bilet autobusowy do Nowego Jorku musiał często pożyczać. Ale żeby nie było, że to komuniści trzęśli Brygadami, przedstawia się rzecz jako spontaniczny zryw antyfaszystów, którym no, może Komintern trochę pomógł
• [w październiku 1936] "Na tym etapie do Albacete trafiło kilkuset ochotników z polskim obywatelstwem, a liczba ta w rzeczywistości była zapewne większa" (89); i zero źródła. Rekrutacja do Brygad zaczęła się w końcu września. Jakim cudem w październiku do Albacete mogło trafić "kilkuset" (powiedzmy, 300) polskich ochotników, choćby nawet wszyscy pracowali w kopalniach pod Lille? Jeśli nawet wszyscy zgłosili się od razu 25. września, to sam proces weryfikacji trwał jakiś tydzień (czy aby nie trockiści). Potem była organizacja przerzutu i transport przez Francję (niektórzy kiblowali w Paryżu na tajnych lokalach KPF dwa tygodnie). Sama podróż pociągiem przez Hiszpanię z granicy do Albacete potrafiła trwać tydzień. Nic tu się nie spina. Musiałoby to wyglądać tak: 25. września zgłasza się do punktu rekrutacyjnego gdzieś w zagłebiu górniczym w Pikardii, 28. zostaje zweryfikowany i dostaje instrukcje, 30. śpi już w tranzytowym lokalu w Paryżu, 2 października dojeżdża pociągiem do granicy, 4. października dojeżdża pociągiem do Albacete. Mogło się zdarzyć? Mogło. W kilku przypadkach. Ale chyba nie w "kilkuset" przypadkach
• " Do Brygad trafiali jednak ludzie o różnych poglądach politycznych, w większości niezrzeszeni w partiach politycznych" (98); wszystkie statystyki - widziałem takie dla Polaków, Brytyjczyków, Amerykanów, Kanadyjczyków, Niemców, Jugosłowian - wskazują, że 50-80% ochotników to albo komunisci, albo ludzie orbitujący wokół komunizmu. Wewnętrzne, punktowe i fragmentaryczne statystyki Dąbrowszczaków mówią, że co najmniej połowa deklarowała członkostwo w organizacjach komunistycznych, co zresztą przytoczone jest w książce "1096 należało do partii komunistycznych" i "aż 1088 żołnierzy deklarowało się jako bezpartyjni antyfaszyści" (152-3); jaki odsetek z tych, którzy deklarowali się jako "bezpartyjni antyfaszyści" komunizował, ciężko powiedzieć, ale zważywszy mechanizmy rekrutacji, chyba niemały. Analityczna praca Gibiec, poświęcona Ukraińcom Dąbrowszczakom, pokazuje, że komuniści stanowili wśród nich 71% (s. 180). Ale ponieważ komunizm jest w Polsce nieco passé i démodé, to lepiej się sprzedaje wersja, że "różne poglądy polityczne"
• "Część z nich [polskich sygnatariuszy listu do konsulatu Hiszpanii w Katowicach] trafiała później do Hiszpanii za pośrednictwem akcji werbunkowej do Brygad Międzynarodowych, prowadzonej przez partie lewicowe oraz związki zawodowe" (76); często powtarzana nieprawda, mająca zdjąć z Brygad odium organizacji komunistycznej. Oprócz KPP żadne inne "partie lewicowe", np. ani PPS, ani Bund, ani PSL-Lewica, nie prowadziły akcji werbunkowej, a największa z nich, czyli PPS, wręcz przestrzegała przed zgłaszaniem się. Akcję werbunkową w Polsce prowadziły tylko i wyłącznie organizacje komunistyczne (KPP i KZMP na pewno, prawdopodobnie także KPZU i KPZB, choć na to nie ma dowodów)
• "14 kwietnia 1937 r. powstała polsko-hiszpańska 150 Brygada Międzynarodowa" (132), a także "23 czerwca 1937 r. Batalion im. gen. Jarosława Dąbrowskiego został przeformowany w 150 Brygadę" (137); no i poradź sobie, drogi czytelniku, z tą zagwozdką
• "W samej Polsce zaczęła się także szeroko zakrojona kampania, informująca o udziale Polaków w Brygadach Międzynarodowych" (151); "szeroko zakrojona", co to znaczy? Ogłaszali się w KurWarze i Małym Dzienniku, kleili plakaty na słupach i wykupywali ogłoszenia w Polskim Radio? Ta szeroko oznacza chyba, że namawiano do zgłoszenia się na spotkaniach MOPRu (jedynej jako-tako dużej legalnej parakomunistycznej organizacji), na niszowych konwentyklach KPP, KPZB, KPZU i KZMP (ze średnim udziałem 15-20 osób) i w rozprowadzanych po kilku większych fabrykach biuletynach
• po walkach na przedmieściach Saragossy z końca sierpnia 1936 narracja przeskakuje do połowy października 1936 (150-151); mamy całkowite pominięcie walk z września w środkowej Aragonii, zwłaszcza o Quinto de Ebro. Które są zresztą jednym z nielicznych przykładów (oprócz Guadalajary) na sukces militarny polskich oddziałów, bo zwykle dostawali łupnia. W tych walkach zginął jeden z najwyżej postawionych Dąbrowszczaków, szef służb medycznych 35. Brygady Mieczysław Domański. Dlaczego autor, który tak pracowicie pochyla się nad każdym sukcesem Dąbrowszczaków, pominął ten wrzesień?
• podobnie jak poprzedni punkt, ten też jest ciekawy, bo takich rewelacji byśmy się nie spodziewali w tym modlitewniku. Chodzi o rozdział, poświęcony sformowaniu Kompanii im. Botwina (153-157). Najpierw sporo w nim o antysemityźmie (początkowo określanym jako "nieufność", oczywiście podsycanym przez endecką propagandę itede), a potem... potem następuje gładkie przejście do utworzenia żydowskiego (w teorii) oddziału. Aczkolwiek nigdzie nie jest tak napisane, ale z narracji wynika logicznie, że Żydzi uciekali z polskiej jednostki przed antysemityzmem. Istotnie istnieje taka interpretacja (Stein), podtrzymywana także przez argumenty związane z powojennymi peerelowskimi zawirowaniami, np. jak to Księżarczyk chciał wykopywać zwłoki Toruńczyka z Powązek, i jak w końcu nie tak mało Dąbrowszczaków wylądowało z walizami na peronach Warszawy Gdańskiej
• "Pisze o tym w swoich wspomnieniach 'Moja wojna w Hiszpanii' żołnierz kompanii im. Botwina – Sygmunt Stein. Jego wspomnienia zostały jednak spisane już po II wojnie światowej i zawierają liczne błędy faktograficzne, nie stanowią więc wiarygodnego źródła informacji" (165). Bardzi ciekawe spostrzeżenie, bo oto pojawia się rygorystyczna krytyka źródeł, a dyskwalifikacja oparta jest na fakcie, że Stein pisał swoją książkę po wojnie. No słusznie, słusznie, a co ze wspomnieniami Ajznera, Brona, Szleyenowej i innych, które cytowane są w opór?
• "Rząd Sławoja-Składkowskiego wykorzystał ustawę zakazującą Polakom służenia w obcych siłach zbrojnych. Był to jedyny przypadek tak masowego jej zastosowania wobec dużej grupy obywateli" (166); tak naprawdę nikt nie wie, ilu ludzi pozbawiono tu polskiego obywatelstwa. Stąd ciężko powiedzieć, czy to była największa grupa, bo były kampanie pozbawiania obywatelstwa np. części niższego ukraińskiego kleru grecko-katolickiego czy niemieckich właścicieli ziemskich. A jeśli chodzi o inne kraje, to z bomby odbierała swoim interbrygadzistom obywatelstwo np. Jugosławia czy Szwajcaria
• tytuł rozdziału, mówiącego o odbieraniu obywatelstwa, brzmi "Polska się wypiera" [interbrygadzistów] (166); piękny tytuł. A może na przykład "Dąbrowszczacy nie chcą być Polakami" (przecież świadomie zaryzykowali utratę obywatelstwa), albo "Antyfaszysta to więcej niż Polak" (takie bardziej postępowe, wokistowskie). A może "Sługusy Moskwy przechodzą na własny rachunek". Jak po bandzie, to po bandzie, a co się będziemy obcyndalać
• [w lipcu 1938 XIII Brygada] "była wciąż jedną z najlepszych i najbardziej doświadczonych brygad w armii republikańskiej" (179); ach już się wzruszam. Zapytam tylko Brytoli, Niemców, Włochów, Francuzów i oczywiście Hiszpanów czy się zgadzają, ale nie mam żadnych wątpliwości, że tak. Jakie to miłe, że pieśń o tym jak nikt nie mógł, aż "przyszli Polacy, złote ptacy" wybrzmiewa gromko również w wersji dąbrowszczackiej
• [pod koniec września 1938 w bitwie nad Ebro] "rozbita została kompania im. Naftalego Botwina, która straciła 80 proc. żołnierzy, rannych lub zabitych" (184). Technicznie prawda. Jednak oryginalna żydowska kompania została zniszczona w lutym 1938 w Estremadurze, a odtworzono ją z przypadkowych rekrutów, byle tylko nazwa się zgadzała
• [29. sierpnia 1938 podczas walk o Wzgórze 356 w Sierra de Caballs atak Dąbrowszczaków] "doprowadził do rozbicia obsadzonych przez nacjonalistów bunkrów i zajęcia pozycji" (183), które, jak wynika z dalszej narracji, Dąbrowszczacy utrzymywali do 23. września, kiedy "na wzgórzu 356. Batalion im. Mickiewicza ponownie znalazł się w okrążeniu, ale znowu wykorzystał umiejętności przebijania się przez siły przeciwnika do powrotu do sił głównych" (184). Co nie przeszkadza stwierdzeniu w jednym z biogramów, że "8 września 1938 r. prowadzona przez niego kompania odbiła z rąk nacjonalistów wzgórze 356" (323), czyli Dąbrowszczacy odbijali wzgórze, które trzymali od 10 dni. Żeby było ciekawiej, Brytyjczycy twierdzą, że to ich "battalion moved up to Hill 356 in the nearby range of Sierra Caballs, which they managed to capture" dwa tygodnie po 24. sierpnia, czyli mniej więcej około 8. września, ale jak to Angole, pewnie kręcą
• [po wycofaniu Brygad] "W Hiszpanii pozostała duża grupa ochotników, którzy przyjęli hiszpańskie obywatelstwo" (188); powiedzmy inaczej: żeby się zgadzało przed głupimi Brytolami, Żabojadami i Ligą Narodów, kilkuset stwierdziło że oni nie są żadni zagraniczni ochotnicy, tylko Hiszpanie, a Brygady zostały calutkie, panie kochany, wycofane
• [na pożegnalnej defiladzie w Barcelonie w październiku 1938] "Obok nich żołnierze 129 Brygady pod dowództwem majora Wacława Komara" (192-3); w tym czasie 129. Brygada nie miała kontaktu z Barceloną, bo była odcięta w Lewancie przez klin Nacjonalistów, sięgający Morza Śródziemnego. Dopiero w styczniu w styczniu 1939 przerzucono ich statkiem do Barcelony. Mieszkańcy myśleli, że aby bronić miasta, ale szybko przetransportowano ich pod Pireneje
• "Wycofywanie ochotników napotkało jednak na nieprzewidziane trudności. Nowy francuski rząd Édourda [sic!] Daladiera nie zgodził się na tranzyt byłych żołnierzy Brygad Międzynarodowych, niemających francuskiego obywatelstwa" (194); dobrych kilka setek Brytoli niemal natychmiast przetransportowano pociągami do Calais, i jeszcze w październiku 1938 witani byli hucznie przez przedstawicieli Labour Party na londyńskich dworcach kolejowych. Amerykanom czy Kanadyjczykom też nie robiono trudności w dostaniu się do portów atlantyckich. Wygląda raczej na to, że rząd francuski robił co może, by interbrygadziści innych państw możliwie szybko opuścili Francję. Za drutami zostawił natomiast takich, którzy nie mieli dokąd wracać, m.in. część Dąbrowszczaków
• "Wobec braku decyzji rządu Negrína 23 stycznia odbył się ponowny wiec, podczas którego do zebranych dotarła informacja o ponownym sformowaniu Brygad Międzynarodowych" (200); figa z makiem z pasternakiem, nie było żadnego ponownego formowania. Pewnie jakiś Dąbrowszczak ze 129. tak napisał, jak go przerzucili statkiem z Walencji do Barcelony i dalej pod Pireneje w ostatnich chwilach republikańskiej Katalonii. To były chwile, kiedy uznawanie rządu Negrina przez Brytanię i Francję wisiało już na włosku, a Negrin starał się nie zrobić niczego, co by mogło sprowokować wycofanie tego uznania. Już widzę, jak po całym dyplomatycznym cyrku z wycofywaniem z jesieni 1938, raptem w styczniu 1939 rząd republikański pozwala na "ponowne sformowanie" Brygad
• "Można więc założyć, że najbliższym prawdy szacunkiem jest, iż około dwóch tysięcy spośród około pięciu tysięcy polskich ochotników przeżyło wojnę domową w Hiszpanii" (203). A dalej, że w obozie w Gurs "Polacy stanowili najliczniejszą grupę. 10 maja 1939 r. było ich 904, natomiast dwa miesiące później 950. Oznacza to, iż niemal wszyscy polscy ochotnicy zostali internowani" (204). Czyli wojnę przeżyło 2 tysiące, po czym wszyscy, czyli 1 tysiąc, zostali internowani
• "Wizyta ta [Zdanowskiego u Dąbrowszczaków] była elementem prezentacji idei wspólnego frontu antyfaszystowskiego organizacji socjalistycznych oraz komunistycznych" (123); wręcz przeciwnie, Zdanowski (tragiczna postać, pepeesowski polityk zamęczony w ubeckim więzieniu w 1948) był gorącym przeciwnikiem strategii wspólnego frontu z komunistami. Do Hiszpanii pojechał z wizytą solidarnościową (PPS się solidaryzował, ale nie w ramach żadnego frontu) i żeby zorientować się co się tam dzieje (vide tekst Żuczkowskiego o PPS i brygadach). Kolejna ściema z rubryki "Brygady jako dziecię wielu różnych organizacji i partii"
• [w związku z organizowanym przez PPS tygodniem solidarności z republikańską Hiszpanią] "PPS otwarcie sprzeciwił się wówczas rządowej propagandzie, jakoby po stronie Republiki Hiszpańskiej wystąpili tylko i wyłącznie komuniści" (152); w trakcie organizowanych w Polsce wieców, owszem solidarnościowych, PPS przestrzegał przed dywersją ze strony komunistów i przed rekrutacją do Brygad (Żuczkowski)
• "Trzeba brać pod uwagę fakt, iż w ówczesnych warunkach politycznych wielu Dąbrowszczaków nie chciało przenosić się do Związku Radzieckiego" (206); myślę, że wątpię. Jak jakiś tysiąc gnił o głodzie i chłodzie na piaskach w obozie w Gurs, to chyba wszyscy marzyli o emigracji do Ojczyzny Proletariatu. Ale KPF pomogła tylko wybranym, szczególnie zasłużonym
• 80 internowanych zaciągnęło się do PSZ we Francji (211), liczbę Dąbrowszczaków służących w PSZ i Legii "szacuje się na 270 do nawet 400" (212), a "około 100" trafiło do SBSP pod Narwik, wszystko na podst. książki Paneckiego, a ten z kolei cytuje opinię Felicjana Majorkiewicza, żołnierza SBSP (212). Jeśli traktować wszystkie te liczby poważnie, to jakieś 40% internowanych we Francji Dąbrowszczaków (400 z 1000) wylądowało w PSZ. Zdaniem Czerwińskiego "jedynie garstka dobrowolnie zaciągnęła się do formującej się armii polskiej". Kto ma rację? Jakoś nie widzę, żeby pryncypialni kapepowcy mieli masowo zgłaszać się do służby w "faszystowsko-postsanacyjnym reżimie Sikorskiego"
• konsul w Algierze Hutten-Czapski miał jakoby negocjować z uwolnionymi z internowania Dąbrowszczakami ich wcielenie do PSZ, ale oni pryncypialnie woleli pojechać do ZSRR (215-6, bez źródła). Tymczasem raport polskiej placówki całkowicie ich dyskwalifikował: "Żydzi – wśród których jest kilkunastu inteligentów (inżynierów, doktorów, prawników) są przeważnie skomunizowani. Górują nad swymi towarzyszami niedoli wyrobieniem politycznym i operując argumentami demagogicznymi, starają się utrzymać swe wpływy nad nimi” (Alicja Gontarek, Działalność Poselstwa Rzeczypospolitej Polskiej w Hiszpanii... s. 259). Trudno mi sobie wyobrazić, żeby w tej sytuacji ktokolwiek z polskich służb proponował byłym internowanym uwolnionym w Algierii wstąpienie do PSZ. Nie wiadomo dokładnie, kiedy toczyły się te rozmowy, pewnie wiosną 1943, ale jeszcze przed czy już po ogłoszeniu Katynia?
• [w okresie wrzesień 39 - czerwiec 40 we Francji] "Byli Dąbrowszczacy należeli do grupy opowiadającej się, wbrew stanowisku Moskwy, za przygotowywaniem konspiracji oraz walki zbrojnej z okupantem" (216). Ehe... jak mawiał Ignacy Krasicki, wszystko to być może... Żelazna kadra KPP, ślepo posłuszna i pryncypialna wobec wszelkich typów odchyleń, raptem stwierdza, że wbrew stanowisku Kominternu i Moskwy nie będzie sabotować "walki burżuazji niemieckiej z francuską rękami międzynarodowego proletariatu"
• "szacuje się, że 1945 r. dożyło zapewne ponad tysiąc byłych ochotników Brygad Międzynarodowych pochodzących z Polski" (219). Akta Związku Dąbrowszczaków z późnych lat 40-tych zawierają dane ok. 800 członków mieszkających w Polsce i 400 mieszkających za granicą. A przecież nie wszyscy mieszkający we Francji, Belgii, USA czy Kanadzie zgłosili akces, chyba raczej mniejszość, bo zniżki na przejazd tramwajem w Warszawie nie były im potrzebne. Ja bym szacował, że roku 1945 dożyło co najmniej 2 tysiące, a raczej grubo więcej
• "Czy byli 'żołnierzami Stalina'? Zdecydowanie nie można im przypisywać tego określenia. Prezentowali bardzo różne poglądy polityczne" (219); co najmniej połowa to byli komuniści a kolejna jedna czwarta kryptokomuniści. W formacji pomyślanej, powołanej, wyrekrutowanej, zorganizowanej, sfinansowej, zaopatrzonej, uzbrojonej, dyscyplinowanej i dowodzonej przez Komintern po to, żeby realizowała interesy Ojczyzny Proletariatu. Co najmniej połowa z tych co po 1945 wylądowali w Polsce służyła w MBP, bezpiece, kontrwywiadzie wojskowym, KBW, milicji, Służbie Więziennej, budując nową Polskę Ludową. Ale nie, Ziutek Słoneczko, a nie, któż to taki, nigdy nie słyszałem

Źródła i przypisy

Książka nie zawiera zestawu źródeł, jakiego oczekujemy w pracy naukowej. Z przypisów wynika natomiast, że autor zapoznał się z zawartością dwu archiwów: moskiewskiego RGASPI i warszawskiego AAN, które są niekiedy podawane w przypisach (RGASPI 25 razy, AAN 22 razy). RGASPI autor przeczesał z domu, kiedy jeszcze archiwum nie zniknęło z internetu, i podaje lokalizację źródłową prawidłowo. Natomiast co do AAN to trudno powiedzieć, czy faktycznie był na Ochocie, bo zamiast profesjonalnie podanej lokalizacji archiwalnej mamy tylko uwagi takie jak "Na podstawie dziennika bojowego „Polacy w grupie I. Centurii Thaelmanna” – Archiwum Akt Nowych" (66) czy „Na podstawie „Opinia ludzi z II Kompanii” w Archiwum Akt Nowych” (138), bez wskazania zespołu archiwalnego czy numeru teczki.

Pozostałe ok. 160 przypisów kieruje na ogół do kilku peerelowskich wydawnictw (Ajzner, Szleyen, ale głównie Bron), które referowane są bez cienia krytycyzmu czy choćby ostrożności. Oprócz tego mamy garść prac międzynarodowych, poświęconych Brygadom, wojnie domowej czy Hiszpanii, cytowanych zresztą dość chaotyczniei niekoniecznie tam, gdzie byśmy tego oczekiwali. Na przykład w rozdziale mającym zarysować tło wojny domowej mowa jest m.in. o tym, jak wojsko odbierane było w społeczeństwie; wiadomo, że temat jest spory i musi być potraktowany syntetycznie, ale ponieważ przypisu brak, nie wiadomo czy podane opinia pochodzi od Ciszewskiego czy też autor skądś ją spisał (28).

Problemy zaczynają się wtedy, gdy chcemy sprawdzić poszczególne przypisy.

• Pół biedy, kiedy przypis w ogóle nie ma rąk ani nóg, np. " Zob. p. 46" (83). Co to ma niby być? Może zobacz strona 46? Ale tamże nie ma nic w temacie, ani żadnego przypisu
• Pół biedy, kiedy jedyny przypadek cytowanego dzieła zawiera niekompletny adres, np. "Leon Lutyk, Ludowcy a wojna hiszpańska w: Polacy w wojnie hiszpańskiej 1936-1939…, str. 169" (76); praca ta nie pojawia się nigdzie indziej i trzeba sprawdzić internet żeby dowiedzieć się, że to artykuł w pracy zbiorowej pod redakcją Brona.
• Pół biedy, kiedy przypis nie zawiera paginacji (cytat z Galana, 25).
• Pół biedy, kiedy adresy bibliograficzne są częściowo mylne, np. "Iñaki Iriarte Goñi, José-Miguel Lana Berasain, Francisco J. BeltránTapia, Hopes of recovery: Struggles around communal property rights in Spain, 1931-1936, str. 5-6" (43), podczas gdy tekst ten sygnowało tylko dwu pierwszych, a został on zamieszczony w pracy zbiorowej pt. "Property rights in land: issues in social, economic and global history (2017)"na stronach 142-163.
• Pół biedy, kiedy referencje są właściwe, ale przeterminowane: [pod Guadalajarą] "CTV, według oficjalnych danych, miał stracić tylko 400 zabitych, w rzeczywistości było ich jednak o wiele więcej. Pojawiają się informacje o nawet 3 tys. zabitych i 800 wziętych do niewoli" (117) i Thomas jako źródło. Faktycznie u Thomasa jest "they may have lost as many as 3,000 killed", jednak zajmuje ok. 30 sekund wyszukanie w internecie, że straty CTV podczas całej wojny domowej wyniosły 3,800 zabitych, więc liczba 3 tys. zabitych pod Guadalajarą to czysta fantazja.
• Pół biedy kiedy Ciszewski powtarza oczywiste pomyłki za innymi autorami,np. że "W grudniu 1931 r. w wiosce Casa del Pueblo w prowincji Badajoz doszło do..." (40). Autor prawidłowo cytuje polskie wydanie Payne'a, w którym Skibiński przetłumaczył "do wioski Casa del Pueblo". Natomiast oryginał brzmi "to the village Casa del Pueblo", co należałoby przetłumaczyć "do wioskowego Domu Ludowego". Nie byłoby to może istotne, gdyby nie wskazywało, że Ciszewski nie ma zielonego pojęcia o podstawowych proletariackich instytucjach owego okresu, bo nawet jeśli ktoś nie zna hiszpańskiego, to po przeczytaniu "do wioski Casa del Pueblo" powinna mu się zapalić lampka ostrzegawcza
• Pół biedy, kiedy z zagmatwanej logiki przypisu nic nie da się zrozumieć. Mamy więc malownicze opisy obrony przez Dąbrowszczaków Casa de Velázquez z 15-16 listopada (79-84) bez żadnego źródła, po czym gdzie indziej w przypisie że "Na podstawie dziennika bojowego Batalionu im. Jarosława Dąbrowskiego. Co ciekawe, dziennik nie wspomina o potwierdzonej w innych materiałach obronie Casa Velázquez" (96)

Większy problem jest wtedy, kiedy w źródłach nie ma informacji, rzekomo tam zamieszczonych.

• Czytamy na przykład, że " CEDA była już ugrupowaniem, czerpiącym ze wzorców faszystowskich Włoch oraz nazistowskich Niemiec" (45) z powołaniem się na Prestona, The Spanish Civil War: Reaction, Revolution& Revenge, New York 2007, ss. 63-65.Tymczasem w rzeczonej książce autor nie wyraża podobnego zdania, pisze natomiast, że katolicki dziennik El Debate "frequently commented on Spain's need for an organization similar to those which had destroyed the left in Germany in Italy, and hinted that Acción Popular/CEDA could fulfill that role" (63).
• "Bezrobotnych w kwietniu 1934 r. było już ponad 703 tys." (49) i przypis do Preston, The Coming of the Spanish Civil War. Reform, Reaction and Revolution in the Second Republic 1931-1936, str. 219. Nic tam nie ma takiego, ani nigdzie indziej w książce, jest natomiast "When Salmén took over the Ministry of Labour, unemployment was up to 732,034" (s. 192, odnośnie roku 1935).
• “Ciężkie straty, ponad 70 zabitych, poniósł Batalion im. Thälmanna, złożony głównie z Niemców i Austriaków, w którym walczyła również grupa Polaków", i przypis że Thomas 489-490 (97). Tymczasem źródłowy tekst brzmi "The Dombrowsky and the Thaelmann Battalions left seventy-eight corpses behind" (475).
• "tę łączność oraz szkolenie jednostek baskijskich pomagali organizować również zagraniczni ochotnicy, w tym trzynastu Polaków przebywających w Bilbao oraz Santander" (129) i jako źródło artykuł Francisco Manuel Vargas Alonso, Voluntarios internacionales y asesores extranjeros en Euzkadi (bez podania strony). W całym rzeczonym tekście jest wzmianka o dwu Polakach (a właściwie polskich Żydach) i kilkanaście razy o 13. batalionie, natomiast o żadnych 13 Polakach nie ma tam mowy.
• [o sformowaniu żydowskiej Kompanii im. Botwina] "Dowódcą oddziału został Karol Gutman, a podczas ceremonii w okopach pod Tardientą na froncie aragońskim ochotnicy otrzymali sztandar jednostki" (156) i przypis jako źródło Zaagsma, Jewish volunteers, the International Brigades and the Spanish Civil War, s. 43. Tymczasem na podanej stronie owszem, jest mowa o Tardienta, ale nie ma nic o żadnym sztandarze.
• O konstytucji z 1931 autor pisze, że "Wszelkie grunta kościelne zostały również formalnie przejęte przez państwo, któremu kościół musiał płacić za ich użytkowanie" (37), a jako źródło podany jest Payne, Pierwsza hiszpańska demokracja, ss. 90-91. Tymczasem na podanych stronach nie ma takiej informacji, która jest zresztą całkowicie nieprawdziwa.
• "Rodzinom obszarniczym, którym udowodniono udział w spisku [tzn w sanjurjadzie], odebrano z kolei ziemię. Została ona rozdzielona między chłopów w ramach reformy rolnej" (42), i przypis do Atienza Peñarrocha, Africanistas y junteros: el ejercito español en Africa y el oficial José Enrique Varela Iglesias, s. 905. Tymczasem w pracy tej znajdujemy: "El 8 de septiembre de 1932 expropió las fincas de trescientas ochenta y dos familias nobles para repartirlas en la Reforma Agraria" i nie ma tam nic ani o tym, że komukolwiek cokolwiek udowodniono, ani że wywłaszczenia nastąpiły w związku z sanjurjadą

Oprócz więc niechlujnie podanych adresów bibliograficznych mamy też referencje, w których wszystko się zgadza, tyle że nie w Warszawie tylko w Pekinie, nie samochody tylko rowery, i nie

Zainspiruj się kategoriami tego produktu

 

Warto wiedzieć o książce Dąbrowszczacy

Dąbrowszczacy – bohaterowie pełni sprzeczności

"Dąbrowszczacy" to niezwykła książka, która odkrywa przed czytelnikiem sylwetki bohaterów pełnych sprzeczności – uczestników wojny domowej w Hiszpanii. Autor, Piotr Ciszewski, przybliża nam postacie ideowe, odważne, ale także złożone i pełne wad. Ich historie, często pomijane w dotychczasowych opracowaniach, nadają publikacji unikalny charakter. W obliczu brutalności konfliktu, dąbrowszczacy stawali w obronie wartości, w które wierzyli, a ich losy, przepełnione dramatyzmem, składają się na złożony obraz bohaterstwa. Ciszewski nie boi się pokazać, jak te postacie, choć z pełnym przekonaniem walczyły o swoje ideały, były jednocześnie uwikłane w trudne dylematy moralne. Książka staje się tym samym nie tylko historią o wojnie, ale także opowieścią o ludzkiej naturze z jej blaskami i cieniami.

Piotr Ciszewski – pasjonat historii i społecznik z charakterem

Piotr Ciszewski to autor, którego pasja do historii idzie w parze z jego zaangażowaniem społecznym. Jako historyk, dziennikarz i aktywista, łączy w swojej pracy rzetelne badania z głębokim zrozumieniem kontekstu społecznego. Jego styl pisania, pełen emocji i refleksji, sprawia, że "Dąbrowszczacy" stają się nie tylko dziełem historycznym, ale także manifestem idei, które autor pragnie przekazać. Ciszewski angażuje się w sprawy społeczne, co nadaje jego książkom autentyczność i głębię. Jego wiedza oraz doświadczenie w pracy dziennikarskiej sprawiają, że "Dąbrowszczacy" to nie tylko sucha relacja faktów, ale żywa narracja, która przyciąga uwagę i skłania do refleksji.

Prawda kontra propaganda – złożony obraz Brygad Międzynarodowych w książce Dąbrowszczacy

"Dąbrowszczacy" to publikacja, która obala uproszczenia i fałszerstwa propagandy. Ciszewski stawia przed czytelnikiem złożony obraz Brygad Międzynarodowych, ukazując motywacje ochotników i ich skomplikowane losy. Książka nie boi się konfrontować z propagandą, która często zniekształca prawdę o dąbrowszczakach. Dzięki starannie dobranym faktom i analizom, autor zachęca do krytycznego spojrzenia na historię, zmuszając do przemyślenia, co tak naprawdę oznacza walka za ideały. "Dąbrowszczacy" stają się nie tylko symbolem heroizmu, ale także narzędziem do rozumienia zawirowań historycznych, które wciąż mają wpływ na współczesność.

Mało znana historia Polaków w wojnie domowej w Hiszpanii

Książka Piotra Ciszewskiego dotyka mało znanego wątku udziału Polaków w wojnie domowej w Hiszpanii, co sprawia, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto pragnie poszerzyć swoją wiedzę o mniej eksponowanych wydarzeniach historycznych. W obliczu często jednostronnych narracji, "Dąbrowszczacy" oferują szansę na odkrycie nieco zapomnianych postaci, które miały realny wpływ na losy konfliktu. Ciszewski w sposób przystępny i angażujący prezentuje historię, która może być dla wielu czytelników odkryciem. Zgłębiając ten temat, nie tylko wzbogacamy naszą wiedzę o przeszłości, ale także zaczynamy dostrzegać jej echa w dzisiejszym świecie.

Co zyskuje czytelnik? Wiedzę i refleksję nad trudną przeszłością

"Dąbrowszczacy" to nie tylko książka, która dostarcza wiedzy historycznej, ale również emocjonalnego zrozumienia dramatycznych losów ludzi, którzy walczyli za swoje ideały. Ciszewski prowokuje do refleksji nad historią oraz jej interpretacjami, zmuszając do przemyślenia, co tak naprawdę znaczy walczyć w imię wyższych wartości. Czytając tę publikację, zyskujemy nie tylko nowe spojrzenie na wydarzenia, które miały miejsce, ale także szansę na zrozumienie skomplikowanych relacji międzyludzkich i społecznych, które towarzyszyły tamtym czasom. "Dąbrowszczacy" stają się dla nas nie tylko świadectwem przeszłości, ale także wezwaniem do refleksji nad tym, co wciąż jest aktualne w dzisiejszym świecie.

Książki tego autora
Książki tego wydawnictwa

Dąbrowszczacy – Na świecie szanowani, w Polsce poniżani

Zapraszamy do odkrywania niezwykłej historii polskich ochotników walczących w Hiszpanii, którzy mimo heroicznych czynów często spotykali się z niedocenieniem i nieprawdziwymi osądami w kraju. Ta książka to wnikliwa opowieść o ich losach, odwadze i poświęceniu, a także o szerszym kontekście walki z faszyzmem. Warto sięgnąć po tę lekturę, by lepiej zrozumieć nie tylko historię, ale i ducha tamtych czasów, a także poznać inne fascynujące publikacje, które pogłębią wiedzę o polskiej i światowej historii.

Po jakie produkty jeszcze warto sięgnąć:

  1. Radiofonia w Polsce. Zarys dziejów: Poznaj fascynującą historię polskiej radiofonii od jej początków w 1926 roku aż po czasy współczesne. Marcin Hermanowski oprowadza czytelników przez kluczowe momenty, techniczne innowacje i zmiany ustrojowe, które ukształtowały to medium, będące nieodłącznym elementem naszego życia.
  2. Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii: Ta książka to głęboka rozmowa z prof. Andrzejem Chwalbą o skomplikowanych relacjach Polski i Rosji. Zastanawia się nad przyczynami trwającej od wieków obsesji i nieporozumień, odsłaniając kluczowe wydarzenia i momenty, które ukształtowały te relacje na przestrzeni dziejów.
  3. 303. Dywizjon Myśliwski „Warszawski” im. Tadeusza Kościuszki. Działania: Odkryj niezwykłą historię jednego z najbardziej znanych polskich dywizjonów podczas II wojny światowej. Książka oparta na unikalnych źródłach ukazuje udział 303. Dywizjonu w bitwie o Wielką Brytanię, normandzkiej ofensywie i walkach nad Europą, ukazując odwagę i poświęcenie pilotów.
  4. O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym: Prześledź kulisy zamachu majowego i polityczne zawirowania tamtych czasów dzięki odtajnionym materiałom sowieckim. Mariusz Wołos odsłania tajemnice działań Moskwy i plany wobec Polski, rzucając nowe światło na jedną z najważniejszych kart naszej historii.
  5. Azja we krwi. Konflikty – zbrodnie – ludobójstwo: Ta książka to wstrząsający obraz azjatyckich konfliktów i zbrodni, które naznaczyły region w XX wieku. Piotr Bejrowski i Natalia Stawarz z wrażliwością ukazują okrucieństwa, krwawe czystki i ludobójstwa, które wciąż mają wpływ na dzisiejszą Azję.
  6. Gejzeryk i czwarta wojna punicka: Poznaj fascynujące losy Marka Wilczyńskiego, historyka i profesora, który w swojej książce zgłębia tajemnice starożytnych konfliktów i polityki. To pasjonująca lektura dla miłośników historii i starożytności, pełna ciekawostek i analiz.
  7. Historia Najnowsza Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej: Zanurz się w burzliwą historię regionu, który od dwustu lat przeżywa wojny, rewolucje i przemiany. Książka ukazuje wpływ wielkich mocarstw, konflikty wewnętrzne oraz procesy modernizacji, które kształtowały dzisiejszy Bliski Wschód.
  8. Od rzezi wołyńskiej do akcji "Wisła": Przedstawia pełen obraz tragicznych wydarzeń na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, ukazując losy tysięcy ofiar i dramatyczne przesiedlenia. To ważna lektura, która pomaga zrozumieć skomplikowaną historię polsko-ukraińskich relacji w latach 1943-1947.
  9. Fabrykanci: Odkryj historię łódzkich rodzin fabrykanckich, które budowały przemysł i bogactwo w Polsce. Książka oparta na dokumentach i relacjach, ukazuje życie, sukcesy i upadki przedsiębiorców, którzy kształtowali przemysłową mapę kraju.
  10. Radziwiłłowie 2: Wejdź do świata przepychu, skandali i wielkich majątków rodu Radziwiłłów. Opowieść o ich wpływach, działaniach i wydarzeniach, które odcisnęły piętno na historii Rzeczypospolitej, ukazuje ich nie tylko jako postaci z legend, ale i realnych uczestników dziejów.

Dąbrowszczacy – Na świecie szanowani, w Polsce poniżani

29,90 zł